Na Białorusi, gdzie w ostatnich tygodniach zaczęto skarżyć się na rosnące ceny w sklepach, złą sytuację gospodarczą, zwłaszcza w rolnictwie, satrapa z Mińska wrócił do swojej ulubionej, wojennej retoryki. Co z tego, że dyktatura dobija obywateli, a oni sami nie mają co włożyć do gara. Najważniejsze jest to, żeby przygotować się do wojny, która niczym wielki balon wisi nad Białorusią, a Zachód, w postaci Polski i Litwy, rychło przekłuje go natowską igłą. W mediach ruszyła operacja pod kryptonimem „Zapad”, związana z wrześniowymi manewrami Państwa Związkowego. Paweł Murawiejka, prawa ręka Łukaszenki od armii, już zasugerował przeniesienie ćwiczeń w pobliże granic NATO. Znów padają słowa o prowokacjach i agresywnej polityce Zachodu względem Białorusi. I będzie tak co najmniej do września, do momentu rozpoczęcia wspomnianych ćwiczeń. Wojenny kotlet, choć już powoli zaczyna trącać, nadal propagandowo jest w miarę skuteczny. Dlatego Łukaszenka tak ochoczo po niego sięga.
Stary kotlet Łukaszenki
Wbrew pozorom polityka jest do bólu przewidywalna. Żeby przykryć bieżące problemy lub jakieś powstałe zjawisko, sięga się po tzw. odgrzewane kotlety czy – jak kto woli – stare „hity”, by odwrócić uwagę społeczeństwa.