W całej tej historii jest jeszcze jeden bardzo istotny wątek. Giertych chciał uzyskać dostęp do akt sprawy „Buddy”. W sprawie pojawiają się bowiem znane nazwiska z mediów, biznesu i polityki, w tym – jak ujawniłem na łamach „Gazety Polskiej” – Marka Boronia, komendanta głównego policji. Giertych od lat dzięki obronie klientów w głośnych sprawach otrzymywał dostęp do materiałów, które kryły wiele ciekawych, często kompromitujących wątków (niektóre z odpowiednią tezą były odpalane przez zaprzyjaźnione media). Dziś jest jednak politykiem partii rządzącej, a jego działania idą nie tylko na konto PO, ale całej uśmiechniętej koalicji. Stał się bowiem jej twarzą i ciągnie ją mocno w dół.
Roman ciągnie uśmiechniętych w dół
Wczoraj Wirtualna Polska ujawniła, jak adwokat Roman Giertych, poseł PO, próbował wejść do sprawy youtubera „Buddy”. Występujący w sprawie obrońca jednej z podejrzanych twierdzi, że polityk miał mu grozić, chcąc, aby wycofał się ze sprawy. Za takie działania powinien wylecieć z zawodu. Jednak pewnie po raz kolejny włos mu z głowy nie spadnie.