Zaplanowane są także wycieczki dzieci i młodzieży z Rosji do komunistycznego „raju”. Cóż, to logiczna konsekwencja zbliżania się Moskwy i Pjongjangu, co owocuje wysłaniem wojsk Kim Dzong Una na wojnę przeciwko Ukrainie. To także logiczna konsekwencja tego, czym staje się Rosja – ogromną Koreą Północną. Przynajmniej takie jest jedno z marzeń Władimira Putina. Poza tym wieloletni tyran Kim Ir Sen był wyszkolony w Moskwie i walczył w Armii Czerwonej. To też o czymś świadczy. Przez dekady Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna (zwróćmy uwagę na nazwę, na Ukrainie Moskwa też zakładała „republiki ludowe”) była satelitą ZSRS. Po upadku Sowietów wpływy rosyjskie prawie zniknęły, patronem dynastii Kimów i ich reżimu stały się Chiny. Dziś następuje powrót do tego, co między Moskwą a Pjongjangiem już było. Z tą różnicą, że dziś Putin musi „prosić się” u Kim Dzong Una i słono płacić za broń i żołnierzy.
Autor jest dziennikarzem TV Biełsat