I co? Tyle lat wysiłku uśmiechniętych poszło jak krew w piach. Nawet starania Ewy Wrzosek nie przyniosły skutku. Prokurator rejonowa, która awansowała na stanowisko radcy ministra sprawiedliwości, „wsławiła się” wielogodzinnym przesłuchaniem Barbary Skrzypek w formule trzech na jedną, nie dopuściwszy do czynności pełnomocnika. Po trzech dniach od wizyty w prokuraturze współpracowniczka prezesa PiS nagle zmarła. Na nic zdało się wykorzystywanie „Gazety Wyborczej” do nakręcania wendety przez Romana Giertycha, czyli mecenasa Austriaka. Prokuratura kolejny raz nie dopatrzyła się przestępstwa – pierwsze umorzenie nastąpiło za rządów PiS. Giertych – za wykorzystanie instytucji państwa do załatwiania prywatnych sporów – powinien zapłacić z własnej kieszeni. Traktowanie prokuratury jak prywatnego folwarku zakończyło się kompromitacją i potężnym kopem wymierzonym w cztery litery rosłego, choć niezbyt lotnego intelektualnie mecenasa.
Potężny kop w giertychowy zad
Umorzenie śledztwa ws. dwóch wież – sporu, który powinien zostać wyjaśniony na sali sądowej przez austriackiego biznesmena Geralda Birgfellnera, a nie przez prokuraturę, zamyka wiele lat drążenia tematu. Padały najostrzejsze zarzuty pod adresem Jarosława Kaczyńskiego, włącznie z korupcją.