To krótka opowieść o dworzanach, których król zmusza do zastąpienia klasycznych, mało ambitnych zabaw towarzyskich, pisaniem donosów. Najpierw na innych, potem na siebie. W końcu dochodzi do przewrotu, lecz najpierw każdy musi złożyć na siebie denucjację. To niegłupia opowieść, którą warto sobie przypomnieć lub poznać. Mnie zagrała w głowie, gdy na twitterowym profilu Romana Giertycha znalazłem pytanie, czy nie pora tworzyć listy dziennikarzy, którzy pozostając w strukturze mediów uznawanych nawet przez opozycję za „wolne”, nie są aby zbyt mało czujni, gdy przychodzi do rozliczania PiS.
Worek z nazwiskami rozsypał się błyskawicznie. Objął nie tylko znienawidzonych przez „silnych razem” symetrystów i osoby, które starają się uciec od dwubiegunowego podziału, lecz również całe redakcje w rodzaju Polsatu czy nawet TVN. Można uznać, że na tym placu pozostali już sami zdrajcy, przekupieni przez reklamy lub tylko bankietowe poczęstunki. W ten sam nastrój wpisał się Tomasz Lis w swoim pożegnalnym, jak się okazało, tekście dla „Newsweeka”, w którym o zdradę oskarżył właściwie wszystkich poza sobą i kilkoma redakcjami, które trudno uznać za coś więcej niż fabrykę karmy dla trolli i hejterów. Polowanie na czarownice ma też swojego kapela w postaci ks. Sowy, wysyłającego symetrystów do piekła. Na miejscu kibiców i nagonki bardzo bym jednak uważał, na tę listę jest szalenie łatwo trafić.
Tu warto przypomnieć sobie, choć nie dla wszystkich jest to wspomnienie wygodne, że przecież w czasach, gdy PO i PiS biły się jeszcze w dużym stopniu o ten sam elektorat, a Donald Tusk zwodził wielu wizją partii robiącej to samo co PiS, lecz skuteczniej, bardziej estetycznie i w zgodzie z Europą, nabrało się na to wielu dziennikarzy. I to takich, których dziś w życiu nikt by z PO nie powiązał. Ba, choć sobie nie mam tu akurat nic do zarzucenia, skłonny jestem uznać, że w 2007 r. to jeszcze mogło się komuś przytrafić, skoro przytrafiło się nawet śp. Maciejowi Rybińskiemu. Mistrzowi felietonu bardzo szybko to zresztą przeszło, a jego młodsi i wciąż żyjący koledzy szybko przeszli w prawicowy symetryzm lub jednoznaczne powiązanie z Prawem i Sprawiedliwością.
Żądanie i wymuszanie jednomyślności potrafi się na partyjnych zamordystach bardzo mocno zemścić. Tworzący dziś listy nieprawomyślnych dziennikarzy mogą się na nich przejechać równie srogo, jak Tomasz Lis w ostatnim, ponoć będącym już tylko przypieczętowaniem zapisanego w amerykańskich kartach losu wstępniaku do „Newsweeka”.