W tym momencie waży się przyszłość całej ich formacji i karier. Stąd bezprecedensowy atak na Sławomira Cenckiewicza. I kolejne pomysły, takie jak Krzysztofa Brejzy, żeby Donald Tusk i jego ministrowie nie wzięli udziału w Radzie Gabinetowej, jeśli pojawi się na niej szef BBN. Trudno o bardziej nieodpowiedzialne poczynania w tak gorącej geopolitycznej atmosferze. Szczególnie że Tusk jest bardzo źle widziany przez amerykańskie władze, dla których – co do tego nikt już nie ma wątpliwości – nie jest żadnym partnerem. Sprawa ma jeszcze jeden kontekst. W imię rozpaczliwych prób zachowania politycznej decyzyjności lider trzynastogrudniowców i jego ludzie tylko pogłębiają wojnę ideowo-polityczną w Polsce. Grożą utratą wewnątrzsterowności aparatu państwa. Tusk sprawia wrażenie, jakby chciał po sobie zostawić pogorzelisko, byle tylko zachować pozory coraz nieudolniej sprawowanej władzy do nadchodzących wyborów. Scheda po tym rządzie zapowiada się ponuro. Nie dość, że dysfunkcyjna koalicja pozostawi po sobie bałagan w sprawach społeczno-gospodarczych, to i na gruncie instytucjonalnym, i międzynarodowym działa na polską niekorzyść.
Polityczne pogorzelisko
Platformerscy radykałowie dobrze wiedzą, że walczą o polityczną przyszłość.