Przeciek goni przeciek. Uśmiechnięta władza się rozkręca, więc nadążyć muszą za nią też jej wierni funkcjonariusze medialni. Niedawno swoje pięć minut miał Czuchnowski z „Wyborczej”, wypuszczający fejki o Barbarze Skrzypek, mającej mieć konflikt z Kaczyńskim. Dziś jego rolę przejął funkcjonariusz z Onetu, Stankiewicz, który w podcaście z Dominiką Długosz popisywał się wiedzą wprost z prokuratury o tym, w jaki sposób śledczy złamali Pawła Sz.
Stwierdził, że osiągnięto ten cel, m.in. wykorzystując klaustrofobię oskarżonego oraz strach przed tym, że coś złego może spotkać jego matkę. Wyznanie Stankiewicza jest szokujące na wielu poziomach. Po pierwsze, skąd ma tę wiedzę, którą mógł zdobyć tylko, jeśli ktoś z prokuratury złamał prawo? Po drugie, uderzająca jest jego ostentacja, to, że ten medialny pracownik władzy nie ukrywa nawet, że zeznania Pawła Sz. zostały wymuszone. Innymi słowy, są one zupełnie niewiarygodne. Po co więc Stankiewicz o tym mówi? W ten sposób jego patroni, uśmiechnięta władza, wysyłają jasny sygnał swoim potencjalnym przeciwnikom: was i wasze rodziny czeka to samo. Nawet nie to jest jednak najbardziej szokujące. Występ Stankiewicza trzeba zobaczyć, żeby wiedzieć, z czym tak naprawdę mamy do czynienia, jeśli chodzi o uśmiechnięta władzę. Nie z powodu tego, co mówi, ale jak się zachowuje. Otóż on opowiadając o tych koszmarach, jest... zadowolony. Niespecjalnie ukrywa swój zachwyt i podniecenie. Aż drży z ekscytacji tymi bezprawnymi działaniami władzy, tym, jak jest brutalna. Robi to człowiek, który chce, żeby nazywać go dziennikarzem. Jak widać, funkcjonariusze medialni Platformy coraz mniej udają, że czymkolwiek różnią się od tej zbieraniny, którą pod swoimi skrzydłami aktywizuje Giertych. Okazują się tą samą dziczą, co patologia od Silnych Razem. Oto ostateczna ewolucja tych tzw. wolnych mediów. W jej wyniku naprawdę coraz trudniej powiedzieć, czy mamy do czynienia z pracownikiem Onetu, czy brutalnym i tępym hejterem od Giertycha.