Czas spędzony z naszymi rodakami jak zawsze był dobrym doświadczeniem. Pozwala zawsze przekonać się osobiście, co stanowi fundamenty naszej polskiej tożsamości. Są nimi nasze język, wiara i kultura. To wiele wyjaśnia i porządkuje. Ci, którzy te fundamenty kwestionują albo w całości lub częściowo odrzucają, zawsze będą także stali obok naszej narodowej wspólnoty. I stoją, krytykując wszelkie przejawy publicznego manifestowania polskiego patriotyzmu. Obojętnie, kimkolwiek by byli, jaki jest ich status majątkowy czy wykonywany zawód. Nie ma to najmniejszego znaczenia. Poglądy tych środowisk trafnie przed laty zdefiniował jeden z ich liderów: „polskość to nienormalność”. To jest główny powód ich nieobecności na Marszu Niepodległości, krytykowanie eksponowania polskości. Ci sami ludzie próbują usuwać z przestrzeni publicznej symbole naszej wiary, korygować wciąż programy nauczania, ograniczając przykładowo obecność w nich znamienitych dzieł polskiej literatury czy ograniczając lekcje historii. Tłumaczą to później wydumanymi argumentami.
Żeby to dobrze zrozumieć, przekonać się, o co od momentu utraty naszej niepodległości toczy się walka, wystarczy trochę poznać życie naszych rodaków, którym przyszło mieszkać na terenach, które znalazły się po II wojnie światowej poza granicami Polski. To, że dzisiaj możemy mówić o Polakach na tych terenach, zawdzięczamy ich trosce o narodowy język i kulturę, wierności naszej wierze, polskim tradycjom i zwyczajom. Gdyby nie wykazali się taką postawą i wrażliwością, byliby dzisiaj Litwinami, Białorusinami, Ukraińcami. Zdarzają się i tacy, którzy wybrali tę drogę, na szczęście są w mniejszości. Wydaje się, że w Polsce jeszcze też. Jeszcze.