Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,​Krzysztof Karnkowski,
11.05.2022 08:17

Parada zmęczonej armii

Na postsowiecki Dzień Zwycięstwa obserwatorzy czekali z niepokojem. Choć Rosja, jak chcielibyśmy móc stwierdzić już z niezachwianą pewnością, wojny nie przegrywa, to przecież utknęła w niej na dobre, zakopała się na Ukrainie, jak przed laty w Afganistanie.

Choć wyniszcza zaatakowany kraj, jeśli nie militarnie, to na pewno humanitarnie i gospodarczo, lecz wyznaczonych sobie celów nie osiąga. Przemarsz mundurowych przez zrujnowany Mariupol nie jest zwieńczeniem, ale cieniem snów o potędze. Spodziewano się nowych, potężnych ataków, ogłoszenia wojny (bo przecież w rosyjskiej, zakłamanej wizji świata to wciąż tylko „operacja specjalna”) i mobilizacji. Tymczasem dostaliśmy jedynie powtórkę z kłamstw i propagandy, oskarżenia wobec Ukrainy i Zachodu oraz kaleką, pozbawioną lotnictwa paradę. Ta stała się symbolem bardziej wymęczenia niż siły organizującego ją państwa. Incydent przy mauzoleum żołnierzy sowieckich w Warszawie, gdzie ambasadorowi znacząco utrudniono złożenie kwiatów, przyćmił, chyba nie tylko u nas, moskiewskie przedstawienie. Już samo to pokazuje, jak dramatycznie było ono marne.
 

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane