Problem leży jednak w tym, że treść owych analiz, choć teoretycznie zdają się one być logiczne i prawnie uzasadnione, rozbija się o to samo, o co wcześniej rozbijała się cała nasza strategia, stosowana wobec TSUE i Komisji Europejskiej. O to, że unijne ciała, odpowiadające za sprawiedliwość, nie opierają swego działania o traktaty, a wobec krajów takich, jak Polska i Węgry (na początek, bo na nas się przecież nie skończy) zwyczajnie idą na rympał, ponieważ są same w sobie upolitycznione i działają nie w oparciu o podpisane przez państwa członkowskie dokumenty, a zamówienia polityczne. Być może wprost przekazywane podczas imprez i polowań przez polityków Europejskiej Partii Ludowej, o czym nie tak dawno donosiły media, a co już, bardzo szybko, zostało właściwie zapomniane.
Dlatego niestety nie uspokajają mnie dziś głosy ekspertów piszących, że w skutek decyzji TSUE każda próba zablokowania funduszy będzie teraz musiała być bardzo szczegółowo uzasadniona i udokumentowana. Praktyka decyzyjna Unii Europejskiej pokazuje, że nie mamy tu na co liczyć, jeśli takie będzie zapotrzebowanie, odpowiedni wyrok zostanie wydany, choćby przez jedną osobę, delegowaną do TSUE np. niedawną aktywistkę lub hojną donatorkę Europejskiej Partii Ludowej.
Polska ma traktaty, druga strona ma narzędzia ekonomicznego szantażu, które będzie stosować coraz śmielej. Nawet ci, którzy wchodząc w prawnicze niuanse uważają, że dostaliśmy nie narzędzia do obrony, zauważają przecież, że dochodzi do uzurpacji kompetencji i, de facto, pozatraktatowego wprowadzania federalizacji Unii. Niezgodnie z traktatami, lecz, co za niespodzianka!, zgodnie z umową koalicyjną niemieckiej koalicji rządzącej, która okazuje się być jedynym traktatem, respektowanym przez Europejski Trybunał Sprawiedliwości.
Na koniec trzeba przypomnieć jedną, podstawową rzecz – uzurpacja nabiera pełnej mocy wtedy, gdy jej skutki zostają przyjęte do wiadomości przez tego, wobec którego jej dokonano. Jesteśmy dziś bardzo blisko takiego pogodzenia się z faktami. Na ile dzieje się to na nasze własne życzenie? Na tyle, na ile nie korzystamy z wiedzy i doświadczenia takich osób, jak Jacek Saryusz-Wolski czy licznych, sprzyjających przecież reformie wymiaru sprawiedliwości ekspertów prawniczych, którzy przez długie miesiące wskazywali, że w sporze z Unią nie wykorzystujemy wielu przysługujących nam możliwości.
Czy środowa decyzja wreszcie pozwoli politykom zerwać z naiwną wiarą w unijną praworządność, na której sparzyli się przecież już dziesiątki, jeśli nie setki, razy? Pierwszy, wywiad udzielony po niej przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego pełen był mocnych słów. Oby przełożyły się one na politykę – również tę zagraniczną.