W sferze bezpieczeństwa, bo to główna domena moich zainteresowań, od wyzwań stojących przed Polską, Europą i całym NATO kręci się w głowie niczym po sylwestrowym szampanie. Eksperci nie mają wątpliwości, że rok 2025 nie będzie lepszy (czytaj: bezpieczniejszy) niż pożegnany niedawno 2024. Mamy wojny konwencjonalną i hybrydową, za którymi stoi ten sam agresor – Rosja. Neoimperializm Kremla nie zniknie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Wręcz przeciwnie, wszyscy spodziewają się dalszej eskalacji. Z pałacu w Mińsku na Białorusi po styczniowych bezwyborach nie zniknie też Alaksandr Łukaszenka, który zapewne rozważa jeszcze, czy ogłoszenie się zwycięzcą z ponad 90 proc. wynikiem to nie lekka przesada. Nie znikną problemy na Bliskim Wschodzie, terroryzm i kretyńskie pomysły unijnych dygnitarzy w Brukseli. Ale to wszystko potem. Dla wielu zapewne największym bólem głowy jest obecnie to, by... zniknął ból głowy po zbyt hucznym świętowaniu. Do siego roku!
Noworoczne rozważania
Ledwo człowiek obudził się po sylwestrowej zabawie z Republiką, usiadł przed komputerem, by pracowicie rozpocząć 2025 rok (a jak wiadomo, jaki Nowy Rok, taki cały rok), a już zewsząd bombardowany jest przewidywaniami, jak trudne będą najbliższe miesiące.