Czy gdy okaże się, że jako – nawet siłą – wcieleni do Wermachtu czy SS dokonywali oni zbrodni na Polakach, to będziemy słyszeć i „musieć zmierzyć się z prawdą”, że tak naprawdę to te zbrodnie były polskim udziałem? „Tytuł tej wystawy jest obrzydliwy, mylący i bulwersujący. Zróbcie jeszcze wystawę »Nasi chłopcy w NKWD. Losy mieszkańców I Rzeczypospolitej w ZSRR«” – napisał Tobiasz Bocheński. I ma rację, tyle tylko, że niewiele z tego wynika, bo samorządy rządzone przez ludzi koalicji 13 grudnia od dawna są folwarkami pańszczyźnianymi pomniejszych baronów partii Tuska, którzy traktują je jako pole do ideologicznych, ale także historycznych eksperymentów, które podkopują naszą tożsamość. Tu – w przypadku gdańskim – po raz kolejny widzimy, na czym polega rzeczywisty program tej partii.
Nasi chłopcy – dobre sobie
Fala oburzenia z powodu wystawy o żołnierzach III Rzeszy z terenów Pomorza Gdańskiego, jaką zaprezentowano w Muzeum Gdańska, jest uzasadniona. Rzecz pod nazwą „Nasi chłopcy” jest wstępem do relatywizowania historii, ale także kolejnym widocznym znakiem, że władze Gdańska prowadzą taką politykę celowo i świadomie. Już sam tytuł wystawy jest oburzający. Jacy oni „nasi”?