Doszło ponoć do złamania dobrych obyczajów i potwierdzenia propisowskiej polityki odchodzącej głowy państwa. Ludzie, którzy od 13 grudnia psują państwo w każdej dziedzinie, nad którą mają władzę, powinni być bardziej powściągliwi w tego rodzaju ocenach. Ludzie, którzy mocno grali na prezydenturę Bronisława Komorowskiego, a teraz całym sercem pragną zwycięstwa Rafała Trzaskowskiego, lidera lewego skrzydła PO, także powinni bardziej uważać na słowa. Pięć lat temu prezydent Warszawy głośno krzyczał, że rząd i prezydent muszą reprezentować różne polityczne stronnictwa. Podobnie jak w wielu kwestiach i w tej taktycznie zmienił zdanie. Oni dobrze wiedzą, że wygrana Nawrockiego skutecznie powstrzyma domknięcie układu. Nie dziwią minorowe nastroje premiera i jego świty w czas trzeciomajowego świętowania. Widmo coraz gorszych notowań rządu, wyraźne kłopoty Trzaskowskiego w kampanii uświadamiają trzynastogrudniowcom, że władzę będą musieli oddać raczej prędzej niż później. Ministrowie niesprawiedliwości, ministry bez kultury i tym podobni mają się czego obawiać.
Mają się czego obawiać
Dla koalicji 13 grudnia dużym problemem jest, że Andrzej Duda jasno poparł Karola Nawrockiego jako kandydata na prezydenta Rzeczypospolitej.