Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,ks. Jarosław Wąsowicz SDB
22.11.2025 13:00

Jeszcze o oprawie

Od meczu Polska–Holandia w mediach wciąż pojawiają się dyskusje na temat wydarzeń, które miały miejsce tego dnia. Nie na boisku, ale na trybunach. Wypowiedzieli się w tej sprawie już niemal wszyscy, od polityków, przez działaczy PZPN, po kibiców, którzy otrzymali największe ciosy, po raz kolejny ich oszukano, a później dyskredytowano w wiadomych mediach. Warto więc uporządkować fakty.

Od wielu lat doping na meczach reprezentacji Polski był przedmiotem drwin, humorystycznych dowcipów i internetowych memów. Pojawiło się nawet specjalne określenie na kibiców uczestniczących w tych sportowych zmaganiach naszych piłkarzy – „janusze”. Odśpiewali hymn, bywało, że kilka razy w ciągu meczu. Później zwykle zabrzmiało kilkakrotnie chóralne „Polska, Biało-Czerwoni”, a gdy przegraliśmy, tradycyjne „Nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało”. Całe spotkanie z piwem lub popcornem w ręku. Selfie na tle stadionu zrobione i do domu. Próbowano swego czasu nawet ich pobudzać przez spikera, który inicjował doping, wyświetlano na ekranach przyśpiewki, ale i tak nie wiele to dało. „Janusze” pozostawali „januszami”. Tak przez lata wyglądała stadionowa rzeczywistość. Od wielu lat w środowisku kibicowskim dyskutowano, jak to zmienić. Najczęściej na meczach wyjazdowych, bo tam pojawiały się grupy z całej Polski. 

Trzeba było w tej sprawie rozmawiać z PZPN. I rozmowy się jakiś czas temu zaczęły. Powstało specjalne stowarzyszenie kibiców reprezentacji, które wzięło na siebie ciężar pertraktacji, przygotowania opraw i dopingu, także rozmów i ustaleń z klubowymi środowiskami kibicowskimi. Coś drgnęło. Doping od kilku spotkań naszej drużyny był już niezły. Mecz z Holandią miał stać się przełomem.

Spotkanie rozgrywane trzy dni po Narodowym Święcie Niepodległości miało być okazją do wielkiej patriotycznej manifestacji.

Niestety, zablokowano patriotyczną oprawę, która miała zostać zaprezentowana podczas meczu. Prawdopodobnie była to polityczna zemsta za antyrządowe hasła podczas spotkania w Wilnie, mogła to być zwyczajna prowokacja, by kolejny raz uderzyć w środowisko kibicowskie. W każdym razie kibice zostali sponiewierani, oszukani. Stracili czas na przygotowanie całości, pieniądze i przede wszystkim złudzenia, że jeśli się poważnie rozmawia, to zawsze się dotrzymuje danego słowa. W tej sprawie nikt z drugiej strony nie mówi prawdy albo całej prawdy – ani policja, ani PZPN. Tyle i aż tyle tytułem podsumowania.

 

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej