Wygląda to jak reakcja zbuntowanego nastolatka, któremu ojciec właśnie powiedział, że samowolna impreza z alkoholem dla nieletnich jest skończona i pora się rozejść do domów. Nastolatek się pręży i twierdzi, że ze wszystkim może sobie bez rodziców poradzić, a ten „stary” to w ogóle niczego nie rozumie. Poziom nietrafności europejsko-nastolatkowej paniki jest tym mocniejszy, im bardziej przedłuża się rosyjska inwazja na Ukrainie. Bo Europa nie potrafiła sobie poradzić z wielkimi konfliktami I i II wojny światowej, dopóki Stany Zjednoczone nie włączyły się, by rozstrzygnąć spór, ale teraz trwa względnie lokalny konflikt dwóch państw i nasz kontynent już czwarty rok nie ma pomysłu, jak temu zaradzić. Ukraińcy się wykrwawiają, Rosjanie manipulują w demokracjach, a unijne elity uciekają w wyimaginowane problemy – wiatraków, liczenia płci i przytwierdzania nakrętek do butelek. Bałagan jest niemiłosierny. Musi przyjść ojciec i przetrzepać skórę dzieciom z brukselskiej piaskownicy.
Europa się obraża
Prasa europejska, zwłaszcza niemiecka, wpadła w histerię po publikacji Strategii Bezpieczeństwa Narodowego USA na 2026 r. „Suddeutsche Zeitung” nazywa diagnozę Białego Domu „wypowiedzeniem wojny” Staremu Kontynentowi.