Komentując efekty, stwierdził, że choć w wojsku odnotowano liczne braki, to Białoruś „przygotowuje się do wojny”. Zagroził przy tym, że jeżeli z armii nie znikną mankamenty, to zdymisjonuje całe dowództwo. W tym czasie pojawiły się informacje, że Mińsk kupił od Rosji system rakietowy Oriesznik, zaś Rosja planuje budowę czterech nowych baz na terytorium Białorusi dla dronów dalekiego zasięgu. Z kolei ostatnie dni to powrót do „poligonowego maratonu”. W okolicach graniczącego z Polską Brześcia ćwiczą jednostki podporządkowane pod Północno-Zachodnie Dowództwo Operacyjne. Wojenna retoryka białoruskiego dyktatora to nic innego jak prężenie muskułów i urabianie społeczeństwa narracją o urojonym wrogu w postaci m.in. Polski, która rzekomo szykuje się do najazdu. Mimo groteskowości wielu tych tez nie powinniśmy lekceważyć sygnałów docierających z Mińska. Zwłaszcza że wojna hybrydowa cały czas trwa.
Dyktator pręży muskuły
W ostatnich tygodniach ze strony Białorusi dochodzi wiele sygnałów podsycających wojenną retorykę. Najpierw Alaksandr Łukaszenka przeprowadził inspekcję armii, i to z pominięciem całej ścieżki decyzyjnej, z resortem obrony i sztabem generalnym na czele.