Jak wie chyba każdy konserwatywny czytelnik, nie brak też od lat tropicieli demonicznych spisków i kultów w kulturze wysokiej i popularnej. Ci ostatni upatrują w „rain manie” szatana, a w poświęconych mu utworach oznak hołdu i dowodów na zaprzedanie dusz pogubionych i zaślepionych pogonią za sukcesami twórców. Kto z Państwa lubi tego typu poszukiwania, po wpisaniu frazy „rain man” bez trudu znajdzie wiele mniej lub bardziej przekonujących materiałów, również po polsku.
Rozrzucająca w polskim Sejmie banknoty Klaudia Jachira, posłanka z, było nie było, artystycznymi pretensjami i takąż przeszłością, nie musiała śledzić poszukiwań tropicieli diabła w kulturze, ale na deszcz banknotów w jakimś teledysku trafić musiała nie raz. Być może to właśnie stąd zaczerpnęła inspirację do swego żenującego występu podczas ślubowania Adama Glapińskiego, zaczynającego drugą kadencję na czele Narodowego Banku Polski. Tyle, że posłance Jachirze daleko do amerykańskich gwiazdeczek i akurat w tym przypadku nie jest to komplement. Dlatego też symbolika naszej „rain girl” będzie nieco inna.
Na poziomie pierwszym, błyskawicznym, symbolem jest to, że pani posłanka, pani polityk, wreszcie pani przekonana o swojej misji, zapewne w jej mniemaniu polegającej na pomocy ludziom, właśnie naraziła zwykłych ludzi na sprzątanie po jej wygłupach. I nie zobaczyła w tym niczego złego, niczym Marta Lempart po burze od sprzątaczki pod biurem Prawa i Sprawiedliwości.
Symbol drugi to fakt, że do swojego pokazu użyła banknotów fałszywych, zabawkowych, którymi za nic się nie zapłaci – nawet za pracę owych ogarniających, poselski bałagan pań. I takie też będą pieniądze, którymi partia pani Jachiry w przyszłości obrzuci wszystkich Polaków w celu łatania kryzysu. Na nic więcej bym nie liczył.