Jeśli kogoś było stać – Bułgaria, Jugosławia, może nawet Grecja („zarobić do Szwecji, odpocząć do Grecji” śpiewał Jan Krzysztof Kelus w „Piosence o drugiej Polsce”), zimą albo latem, najczęściej w rytmie szkolnych wakacji i ferii, takich samym dla całego kraju. Potem otworzyły się przed nami różne kierunki i też we wszystkie strony się rozjechaliśmy, czasem tylko słuchając o bankructwach firm turystycznych i śmiejąc się z przygód innych za granicą. We wszystkie strony i przez cały rok. W czasie pandemii teoretycznie wszyscy narzekają z powodu zamknięcia, niektórzy mają też powody do zmartwień, bo ich branże oberwały mocniej, a jednak niektórym udaje się wyjechać całkiem daleko.
Pocztówki zapewne krążą dalej po świecie, jednak nim do nas dotrą, sto razy zdążymy zobaczyć w mediach społecznościowych, kto, z kim i dokąd pojechał. I niech jedzie na zdrowie, trzeba się cieszyć, że w tych trudnych czasach ktoś ma okazję złapać oddech. Gorzej, jeśli tuż przed wylotem albo tuż po powrocie narzeka na swój los, prosi o pomoc, organizuje dla siebie zrzutki i czeka, aż ci, którzy po drodze pojechali co najwyżej poganiać się z policją na Krupówkach, zafundują mu następne wakacje w ciepłych krajach. Po drodze znowu ponarzeka na Polaków, którzy nie umieją żyć, bawić się i odpocząć. A gdy znów wyląduje na ciepłej plaży, myśleć będzie tylko o tym, że – jak pisała do nas z daleka Kinga Rusin – „złodzieje, podpalacze i kłamcy wprowadzają w twoim kraju »Nowy Ład«”. I faktycznie, od razu drinki przestają smakować, woda w basenie robi się mniej przyjemna, a obsługa jakaś taka leniwa i opryskliwa. Całe wakacje zepsute!