Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Krzysztof  Wołodźko
30.08.2025 16:00

Bezrobocie i ogromny dług. Tak dobija się gospodarkę

Powakacyjny, jesienny sezon polityczny w Polsce już się właściwie rozpoczął. W sprawach społeczno-gospodarczych wyznaczą go niepokojące dane ekonomiczne, które najpewniej wzmocnią kryzys zaufania do rządu Donalda Tuska zarówno wśród pracowników najemnych, jak i przedsiębiorców.

Jestem zaniepokojony tym, co wiemy o finansach państwa. Gdy widzimy, że mamy 150 mld zł deficytu, to dla mnie jest to sygnał alarmowy – mówił w środę na spotkaniu Rady Gabinetowej prezydent Karol Nawrocki do wyraźnie zbitego z tropu premiera Donalda Tuska. Gdyby w Pałacu Prezydenckim siedział dziś Rafał Trzaskowski, obaj politycy Koalicji Obywatelskiej mogliby w najlepsze spijać sobie z ust coraz bardziej dętą propagandę sukcesu. Karol Nawrocki na to nie pozwoli i to jest jeszcze jeden z pozytywów jego rozpoczynającej się właśnie prezydentury. Tusk co prawda chwalił się niskimi inflacją i bezrobociem, ale te półprawdy i kłamstewka mają coraz krótsze nóżki. Po pierwsze inflacyjny trend spadkowy rząd trzynastogrudniowców odziedziczył po rządach Zjednoczonej Prawicy. Po drugie bezrobocie w Polsce za władzy dysfunkcyjnej koalicji KO, Lewicy, Polskiego Stronnictwa Ludowego i Polski 2050 tylko rośnie. O czym więcej w dalszej części tekstu. 

Coraz większa dziura budżetowa

Najpierw przyjrzyjmy się coraz bardziej niepokojącej sytuacji z budżetem. Prezydent mówił o obecnych 150 mld zł deficytu, ale ekonomiści ostrzegają, że w 2026 r. deficyt budżetu państwa może wynieść aż 300 mld zł. Na podkreślenie zasługuje to, że budżetowy kryzys wyraźnie zaczął się zimą 2023 r., gdy Koalicja Obywatelska i jej polityczni satelici przejęli władzę. 2024 r. upłynął pod znakiem coraz gorszych wskaźników ekonomicznych, dwa zjawiska okazały się charakterystyczne: budżetowa niegospodarność i rosnące tarapaty spółek skarbu państwa sprzęgły się z falą upadku większych i mniejszych firm, masowymi zwolnieniami w najróżniejszych branżach i stopniowym wzrostem bezrobocia. I to w czasie, gdy stoimy coraz gorzej z demografią!

To znaki szczególne lumpenliberalnej władzy, znaki szczególne rządów Platformy Obywatelskiej: kłopoty finansowe zwykłych ludzi, potężne luki w ściąganiu podatków od bogatych i filozofia „pieniędzy nie ma i nie będzie”. Dodajmy do tego luksusowy socjalizm dla bogatych, zaprzyjaźnionych ludzi Platformy i lewackich artystów. Cała reszta Polek i Polaków musi zaakceptować pełzający kryzys. I to już było widać w te wakacje nad morzem, w górach i wśród tym podobnych „pięknych i niepowtarzalnych okoliczności przyrody”.

Zmarnowane lata

Skoro spadają wpływy do budżetu, bo kryzys się rozpełza, a tuskowa ekipa przespała także w tych sprawach prawie dwa lata, rząd myśli o desperackich próbach podnoszenia podatków. Minister finansów Andrzej Domański ma niewdzięczne zadanie – głośno musi mówić to, czego nie chce mówić ani Donald Tusk, ani „niby to rzecznik rządu” Adam Szłapka. I zapowiada podwyżki podatków na 2026 r. Wzrosnąć mają też akcyza na alkohol i wyroby tytoniowe oraz opłata cukrowa. A banki mają zapłacić większy podatek CIT – w polskich realiach zapewne bardzo chętnie przerzucą niemałą część kosztów na klientów. A to odbije się również na cenach nieruchomości, bo trudno uwierzyć, że obecna władza realnie poradzi sobie z impasem na rynku mieszkaniowym i horrendalnymi już cenami nie tylko zwykłych mieszkań, ale coraz popularniejszych w wielkich miastach mikrokawalerek. 
Kto ma choćby odrobinę wyobraźni ekonomicznej, ten widzi jak na dłoni, że niemal dwa zmarnowane lata doprowadzą wkrótce do efektu kuli śniegowej. I pełzający kryzys społeczno-gospodarczy może zmienić się w tsunami. A to będzie oznaczało kolejną, bardzo trudną pod wieloma względami, mocno niechcianą przez samych wyjeżdżających falę migracji zarobkowej. Wolałbym w tej sprawie być złym prorokiem, ale w przypadku rządów Donalda Tuska (ekipa Ewy Kopacz to tylko wariacja na ten temat) zwykły się sprawdzać najgorsze scenariusze. W 2015 r. Prawo i Sprawiedliwość znalazło stosunkowo proste narzędzie, by poprawić dobrostan milionów Polek i Polaków. Teraz może być trudniej, bo przez dekadę mocno zmieniły się geopolityczne i geoekonomiczne wyzwania. A ludzie Tuska, gdy tylko stracą władzę, znów zaczną lać krokodyle łzy nad Polską pod rządami prawicy w cynicznych, mainstreamowych mediach. 

Bezrobocie znów rośnie

Wspomniałem powyżej raz i drugi o rosnącym bezrobociu. To kolejny antycud tej ekipy rządzącej, szczególnie uderzający w młodych. I w tym przypadku kamyk uderza o kamyk, powodując lawinowy wzrost negatywnych tendencji. Po pierwsze – w naszym kraju odnotowujemy ciągły spadek zatrudnienia. 
W Polsce nawet latem spadło w tym roku zatrudnienie, co z reguły się nie zdarza ze względu na sezonowe wzrosty zapotrzebowania na pracowników w – tak to ujmijmy – branży usług wakacyjnych i rolnictwie. W tym roku w ciągu miesiąca ubyły 4 tys. etatów, choć zazwyczaj liczba miejsc pracy wzrastała między czerwcem a lipcem. Stopa bezrobocia w lipcu 2025 r. wyniosła 5,4 proc., co oznacza wzrost przez miesiąc o 0,2 pkt proc., a przez rok o 0,4 pkt proc. Zwiększyła się też liczba zarejestrowanych bezrobotnych, a średnie zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw zmalało. Media podają co prawda, że to wszystko przez zmianę metodologii liczenia danych, ale eksperci mówią jasno, że jako trend zaznacza się malejące zapotrzebowanie na pracę. 

„Elity” znów się pasą

Nic też dziwnego, że w tym samym czasie (lipiec 2025 r.) odnotowano spadek tempa wzrostu płac. Nie wchodząc w szczegóły, wzrost miesięczny wyniósł 0,3 proc., gdy ekonomiści spodziewali się wzrostu o 1,2 proc. W tym samym czasie Donald Tusk w świetle kamer zabawia opinię publiczną opowiastkami, jak to wspaniale żyje się w rządzonej przez niego Polsce. Być może – podobnie jak kilkanaście lat temu – tym od ośmiorniczek, zegarków i wypchanych łapówkami kopert jest coraz lepiej. Tym bardziej że dzięki środkom z KPO można legalnie dolewać pieniędzy do koryta, które Bruksela „łaskawie nam odblokowała”. Sądząc po tym, jak internauci przyjęli wypowiedzi Donalda Tuska na Radzie Gabinetowej, Tusk jak zwykle żyje w jakiejś innej Polsce niż miliony zwykłych ludzi. I coraz częściej mam wrażenie – dziennikarski instynkt każe mi słuchać także tego, co i jak ludzie mówią na urlopowych wyjazdach – że prędzej niż później społeczna frustracja wymusi poważne zmiany na szczytach władzy. 

Dzisiaj ani pracownicy najemni, ani większy i mniejszy biznes nie ma powodów do radości z poczynań rządzącej koalicji. Ta władza nie ma żadnej pozytywnej opowieści, bo trudno za taką uważać klecone naprędce przy byle okazji bajeczki o wzroście, inwestycjach, naprawianiu błędów po PiS. Brak pozytywnej opowieści wynika z braku jakiegokolwiek sensownego rozwojowego planu. 

Zadufanym w sobie liberalno-lewicowym środowiskom nie przyszło do głowy w 2024 r., że dla polskiego społeczeństwa sprawy społeczno-gospodarcze znaczą znacznie więcej niż przed laty. Storpedowały największe inicjatywy rozwojowe, jak Centralny Port Komunikacyjny, i biernie przyglądały się narastającej fali masowych zwolnień. Wraz z tym rósł budżetowy kryzys, którego sednem wcale nie jest wzrost wydatków na cele społeczne, ale rosnąca niegospodarność władzy. Niegospodarność, która mocno odbiła się na całej administracji i najpewniej wcale nie była przypadkowa. Tuska być może już wkrótce nie będzie w polityce, ale niestety zostaną wpływowe sitwy, nieodpowiedzialni politycy i cały ten miszmasz kompradorskich elit, który zawsze prowadzi nasz kraj do złego. Czy uda ich się raz a dobrze odsunąć od wpływu na Polskę?
 

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej