Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Hanna Shen
05.05.2026 13:01

Autonomia Europy w praktyce

Gdy prezydent Tajwanu Lai Ching-te szukał zgody na przelot do Eswatini po tym, jak kolejne państwa – pod naciskiem Chin – zamykały swoją przestrzeń powietrzną, Berlin odmówił. Jak ujawnił Bloomberg, decyzja zapadła po kalkulacji ryzyka i telefonie z Pekinu.

Francja nawet nie była gotowa podjąć ryzyka: rozważano trasę przez Reunion, ale szybko się wycofano. Paryż i Berlin, wspierane przez Donalda Tuska jako jednego z najaktywniejszych naganiaczy tej koncepcji, od lat mówią najgłośniej o „autonomii strategicznej”. Gdy jednak pojawia się realny test – oddają ją bez walki. Friedrich Merz może ostro krytykować Donalda Trumpa, bo to politycznie bezpieczne i nie niesie realnych kosztów, ale w konfrontacji z Chinami ta deklarowana twardość natychmiast ustępuje miejsca ostrożności i kalkulacji interesów. Doświadczenie Tajwanu w tej sprawie jasno pokazało, czym w praktyce jest europejska „autonomia strategiczna”: wystarczy impuls z Pekinu, by wielkie deklaracje ustąpiły miejsca wycofaniu. Wniosek jest prosty: europejska autonomia to pustosłowie – w realu kończy się tam, gdzie zaczyna się wpływ Pekinu.

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej