500+: największa rewolucja III RP
4 czerwca w Warszawie pod szyldem tzw. Komitetu Obrony Demokracji przemaszerował ulicami barwny korowód postaci tworzących dobrze znaną opinii publicznej koterię beneficjentów transformacji.
Gdy patrzyłem na fotorelacje z tego wydarzenia, pomyślałem, że są w Polsce ludzie bardzo z siebie zadowoleni, którzy aktualnie cierpią, ponieważ zabrano im marzenie o tym, by właściwie nic się nigdy u nas nie zmieniło. Są to ludzie, dla których idealny stan III RP to ciągłe utrzymywanie wpływów nad państwem przez część byłej opozycji z czasów Polski Ludowej oraz wąskie grono z kręgu byłej PZPR-owskiej nomenklatury (plus dokooptowana młodzież). To więcej niż wymowne: Komorowski z Kwaśniewskim jako liderzy nowego Związku Bojowników o Wolność i Demokrację (ZBOWiD), a w drugim szeregu przedziwna mieszanina tych, którzy nazywają się „liberałami”, „lewicą”, „demokratami”, „centroprawicą”, ale tak naprawdę chodzi im o to, żeby na dobre nie utracić przemożnych wpływów. To są ci sami ludzie, którzy wykrzywiają wargi, że Prawo i Sprawiedliwość „kupuje sobie Polaków” – bo oni sami, w imię własnych wąskich interesów potrafili Polaków przede wszystkim sprzedawać. Brzmi to przesadnie? Przecież to właśnie robiła przez długie lata lewica postkomunistyczna, na różne sposoby zdradzając swój elektorat socjalny. To arogancja Platformy Obywatelskiej wobec grona własnych wyborców doprowadziła do niedawnej klęski tego ugrupowania.
Kręcą nosami liberałowie
Jak pocieszny to widok: słoneczny dzień w wielkim mieście, polityczni bankruci czepiają się baloników z hasłami „wolność” i „demokracja” – myślą, że dzięki nim znów pofruną do góry. Ale jak kajdany u nóg wiszą im ich własna ignorancja i arogancja. Zbyt syte koty gubi niezdolność do myślenia o Polsce w kategoriach innych niż te przyjęte jeszcze w latach 90. XX w. O czym myślę? Zapewne wielu moich prawicowych i lewicowych czytelników z różnych względów przyjmie tę tezę z irytacją. Uważam jednak, że mamy obecnie do czynienia ze szczególną odsłoną głębokiego konfliktu społecznego czy wręcz walki klas. Oto prawicowa formacja Prawo i Sprawiedliwość za pomocą dwóch dużych programów społeczno-gospodarczych (Rodzina 500+, Mieszkanie+) poważnie zmniejszyła potencjał wyborczy swojej politycznej i ideologicznej konkurencji.
„Demokratyczni liberałowie” i tzw. lewica spod znaku postkomuny oraz zblatowani z nimi funkcjonariusze opinii różnych szczebli nazywają politykę społeczną PiS-u
„kupowaniem ludzi”. Ale to obrzydliwe kłamstwo, ponieważ obecny rząd robi coś najzwyczajniejszego w świecie, choć tak niezwykłego pod tą szerokością geograficzną: spełnia swoje obietnice przedwyborcze. W wypadku programu 500+ czyni to już efektywnie. To fakt, który po raz kolejny przywołuję medialnie – ponieważ mówi wszystko: otóż z danych opracowanych przez dr. hab. Ryszarda Szarfenberga z Instytutu Polityki Społecznej Uniwersytetu Warszawskiego jasno wynika, że wdrożony przez rząd Beaty Szydło program wsparcia powinien zmniejszyć odsetek gospodarstw domowych dotkniętych skrajnym ubóstwem z 50 do 40 proc., a liczbę gospodarstw domowych zagrożonych ubóstwem o jedną czwartą. A jak się przedstawiają w tym kontekście badania naukowe dotyczące ubóstwa dzieci? Dzięki 500+ odsetek najmłodszych Polaków zagrożonych ubóstwem powinien obniżyć się z 28 do 10 proc. Więcej jeszcze: zupełnie zniknie odsetek dzieci żyjących w skrajnym ubóstwie! To jest rzeczywisty społeczny, cywilizacyjny i modernizacyjny sukces, nawet jeśli osiągnięty metodami, na które kręcą nosem liberałowie gospodarczy wszelkiej maści.
Neo-ZBOWiD w akcji
Jaki spór uwyraźnił się przy okazji 4 czerwca? „Baloniki z demokracją” (wypełnione pustką) jako kolejne święto tych, którym III RP kojarzy się z konfiturami podanymi na wykwintnej porcelanie kontra realne wsparcie, którego sens nie wyczerpuje się w sferze czysto materialnej. Wbrew propagandzie Komitetu Obrony Plutokracji rzecz nie w kupowaniu ludzi, ale właśnie w potraktowaniu ich na serio. Dotąd, jeśli politycy dotrzymywali obietnic, to z reguły tych składanych nielicznym – za plecami ogółu społeczeństwa. Czy to, co proponuje PiS, zaprocentuje jako wynik wyborczy? Tylko naiwni lub cyniczni zaprzeczą, że nie ma to swojej wartości. Ale to pochodna określonego działania, a nie jego istota.
Sedno sprawy w tym, że wreszcie szerokie warstwy społeczne nie są traktowane przez rządzących według starej zasady: socjalizm dla bogatych i uprzywilejowanych, dla reszty „wolna amerykanka”. KOD jest ruchem klasowym, choć nie widzą tego zwykli ludzie, którzy z dobrej woli (nie odmawiam jej szeregowym KOD-owcom) angażują się w ten antypisowski ruch. Liczne zdjęcia z obchodów rocznicy 4 czerwca pokazują to w fotograficznym skrócie: oto niemal pod rękę idą Kwaśniewski i Komorowski, liderzy neo-ZBOWiD – różne biografie, to samo samozadowolenie prominentnych beneficjentów transformacji. Wolność w III RP była i jest dla nich czymś sympatycznym. Dla większości oznaczała jednak życie pod ekonomicznym, coraz większym przymusem, skoro w 2014 r. mediana rodzimych pensji wynosiła 2360 zł na rękę. To oznacza, że tyle wówczas zarabiała połowa pracowników w naszym kraju. Ludzie z balonikami z „demokracją” i „wolnością” nie muszą wiedzieć, jakie to bywa frustrujące w państwie, które rozmontowało większość usług publicznych albo uczyniło je nieefektywnymi dla tych, których nie stać na to, by i tak do nich sporo dopłacić.
III RP umiera
Kolejne rocznice 4 czerwca 1989 r. od zawsze budzą kontrowersje. W pełni zasłużone – w tamtych czasach powstawały wszelkie dwuznaczności, by nie powiedzieć schizofrenie III Rzeczypospolitej. To były czasy, w których lewicą nazwano związek zawodowy byłej nomenklatury; to były czasy, w których z haseł o odzyskanej wolności zrobiono knebel na usta tych, którzy mieli dość rozumu i przyzwoitości, by zwracać uwagę na mankamenty przepoczwarzającego się systemu; to były czasy, w których spór o wartości zaczęto sprowadzać do sporu wokół rozporka, ponieważ pytania o etyczny wymiar realnego liberalizmu wycięto niemal zupełnie z mainstreamowej debaty publicznej. Ale III RP umiera na naszych oczach – dziś jeszcze tego nie widać, ale rewolucja 500+ jest największą lewicową (nie lewacką!) transformacją ostatnich 27 lat: na polską miarę i w polskich szatach.