Koniec pewnej prowokacji
Od samego początku sprawy Doroty Kani byłem przekonany o jej niewinności.
Materiał w TVN-ie miał uderzyć w byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę. Autorzy tego paskudnego spektaklu nie sprawdzili, że Dorota miała wtedy słaby kontakt z Ziobrą i cała intryga posypała się jak domek z kart. Jej sprawa była więc odpryskiem większej prowokacji, która miała uderzyć w pisowską opozycję. Nie udało się, ale spreparowane dowody zaczęły funkcjonować. Dorota Kania była odpowiednią ofiarą, by operację jakoś uzasadnić. Pytanie, czy sprawę uszyto w biegu, czy też cała afera, jak wiele zdaje się na to wskazywać, była jednym z efektów działania ówczesnych służb? W tym kontekście nasuwa się nieodparte pytanie, ile jeszcze takich ludzkich tragedii wyjdzie na jaw w najbliższych miesiącach? Psychopatyczna władza nie wahała się grzebać w osobistych sprawach, masowo inwigilować ludzi, wreszcie niszczyć niezależne media. Trzeba to wszystko wyjaśnić. Tylko kto Dorocie Kani wynagrodzi te lata zniesławiania?