Dyktatura sądów
Koledzy Adama Strzembosza twierdzą, że praworządność polega na tym, by wszyscy przestrzegali wyroków sądów.
Kto ma przede wszystkim przestrzegać prawa – oczywiście sądy. I dlatego, kiedy sądy nie przestrzegają prawa, nie ma mowy o praworządności. Jest jeszcze gorzej, gdy, łamiąc prawo, podważają demokratyczne werdykty. Wtedy mamy do czynienia ze zwykłą dyktaturą. Jakie jest wyjście z tej matni? Znalezienie grupy uczciwych sędziów, którzy przeciwstawią się mafijnej zmowie. Problem jednak w tym, że o to, by w Polsce nie było zbyt wielu uczciwych sędziów, zadbał ćwierć wieku temu sam Strzembosz. Głosząc brednie o samooczyszczeniu się środowiska, doprowadził do tego, że dziś nawet Trybunał Konstytucyjny jawnie może drwić sobie z prawa. Nieoczyszczona mafia sądownicza niszczy nie tylko autorytet Polski i polską demokrację, ale także krzywdzi zwykłych ludzi. Może warto, by tym ofiarom sądów Strzembosz spojrzał kiedyś prosto w oczy.