Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Krzysztof Wołodźko,
20.04.2016 13:11

Dzieci gorszego portfela

United Nations International Children’s Emergency Fund (UNICEF) raportuje: rosną nierówności społeczne wśród dzieci w państwach wysoko rozwiniętych.

United Nations International Children’s Emergency Fund (UNICEF) raportuje: rosną nierówności społeczne wśród dzieci w państwach wysoko rozwiniętych. To niepokojące zjawisko jest kolejnym dowodem na coraz bardziej dysfunkcjonalny charakter współczesnego kapitalizmu i konieczność jego prospołecznej korekty. A tę najlepiej zacząć od własnego podwórka.

Nie bez powodu Marek Krupiński, dyrektor generalny UNICEF Polska, podsumowując niedawny raport tej organizacji zatytułowany „Równe szanse dla dzieci”, stwierdza: „Sytuacja dzieci w krajach rozwiniętych, w tym w Polsce, nie jest zależna tylko od indywidualnych warunków życia dziecka i poziomu rozwoju gospodarczego danego kraju, lecz wpływ na nią mają również działania podejmowane przez rząd. Nierówności społeczne będą istniały zawsze, ale skoordynowane działania rządu mogą skutecznie im przeciwdziałać”. W całościowym podsumowaniu badania, którym objęto 41 państw członkowskich Unii Europejskiej i OECD, Polska zajęła 27. miejsce. Nie napawa to zbytnim optymizmem. Najlepszy wynik osiągnęła Dania, a Izrael zajmuje ostatnie miejsce.

Rodzina i społeczeństwo

Przyjrzyjmy się informacjom zawartym w dokumencie UNICEF-u. W przystępnej formie opracował je dr hab. Ryszard Szarfenberg z Instytutu Polityki Społecznej Uniwersytetu Warszawskiego. Warto na wstępie przypomnieć, że ubóstwo i nierówności społeczne wzajemnie się warunkują. A przecież duża część nierówności, jakie obserwujemy w III Rzeczypospolitej, naprawdę jest niezasłużona. O możliwościach bogacenia się i życia w większym czy mniejszym dobrobycie często decydują nie tylko przypadek czy łut szczęścia, ale w znacznej mierze koneksje, znajomości, dziedziczenie kapitału materialnego i kulturowego, monopolistyczna pozycja i przywileje (wbrew pewnego typu propagandzie bogaci mają w świecie taki jak nasz o wiele więcej przywilejów niż ubożsi), unikanie podatków i innych danin względem własnej wspólnoty, oszustwo, kradzież, przemoc, które można „zalegalizować” choćby za pomocą praktyk korupcyjnych.

Na rozwój dzieci w okresie początkowym i wczesnym wpływa przede wszystkim rodzina. Już wtedy na bazie domowych warunków uruchamia się wiele determinantów kształtujących rozwój najmłodszych. Dopiero później w życie dziecka bezpośrednio włącza się społeczeństwo – determinując jego miejsce w strukturze społecznej, a to w znacznej mierze na podstawie finansowej i kulturowej sytuacji rodziny/rodziców. Dlatego też nierówności społeczno-ekonomiczne między rodzinami dzieci oznaczają również nierówne warunki rozwoju dzieci. W ten sposób – bardzo, bardzo wiążąco – dzieci dziedziczą swoje lepsze lub gorsze położenie. Napiszę to mocno: bloki startowe w „wyścigu szczurków”, który w wymiarze społecznym zaczyna się dziś na dobre już na poziomie przedszkola, ustawione są nader niekorzystnie dla jednych i ze znacznymi ułatwieniami dla drugich. To, w jakich warunkach żyją najmłodsi, przekłada się wprost na ich zdrowie, zdobywane kompetencje, zadowolenie z życia, a później również samodzielnie osiągane dochody.

Ograniczone poznanie świata

Szarfenberg pisze wprost o „Polsce dziecięcej nierównej”: dochód do dyspozycji dziecka najbiedniejszego jest o 52 proc. niższy niż dochód dziecka z „przeciętnej” rodziny. Do myślenia daje fakt, że taka ma miejsce w 19 na 41 państw objętych badaniem. Znaleźliśmy się w zdecydowanie niechlubnym gronie. Poza tym mamy w kraju 14,5 proc. dzieci ubogich dochodowo – spośród całej dziecięcej populacji. Zdecydowanie niedobrze wypadamy na liście krajów badanych pod kątem wielowymiarowej nierówności (27. miejsce na 35 badanych państw) i wielowymiarowego ubóstwa (23. miejsce na 35 badanych państw). Natomiast pod względem nierówności dochodowych plasujemy się gdzieś w połowie rankingu: 23. miejsce na 41 krajów.

Raport UNICEF-u przynosi szczegółowe dane na temat wpływu pozycji społeczno-ekonomicznej na wyniki edukacyjne. Dzieci z rodzin o gorszym statusie ekonomiczno-kulturowo-społecznym są w większym stopniu zagrożone niemożnością osiągnięcia podstawowych kompetencji i umiejętności. Szczęśliwie w porównaniu z innymi badanymi państwami w tej właśnie kwestii wypadamy dość dobrze. Z kolei najgorszy wynik wśród porównywanych krajów odnotowujemy w kwestii dostępu do żłobków: 20 proc. najbiedniejszych rodzin korzysta osiem razy rzadziej z opieki żłobkowej niż 20 proc. najbogatszych rodzin. Jeden z gorszych wyników osiągamy również co do ryzyka braku dostępu do książek odpowiednich do wieku dzieci. Znaczne jest też w polskich warunkach ryzyko (22 punkty procentowe na przyjętej skali), że dzieci z biednych rodzin nie będą mogły uczestniczyć w wycieczkach szkolnych. To ważna kwestia, ponieważ wprost wpływa na wykluczenie uboższych dzieci z procesów integracyjnych zachodzących w ramach tworzenia klasowych więzi. Takie ryzyko ogranicza również ich pole poznawania świata (własnego kraju, jego historii, przyrody, kultury) na ogół zamkniętego dla nich w obrębie jednego miejsca/środowiska społecznego.

Rola państwa, jakość społeczeństwa

Jak przedstawia się wpływ pozycji społeczno-ekonomicznej na zadowolenie z życia i zdrowie dzieci? W porównaniu z dziećmi z domów o wysokiej pozycji, te z uboższych i ubogich domów mają po pierwsze: o 19 punktów proc. wyższe ryzyko bardzo niskiego zadowolenia z życia (niestety tylko cztery kraje poza Polską miały gorsze wyniki, a najlepiej w tym badaniu wypadły Czechy); po drugie: o 12 punktów proc. wyższe ryzyko niskiej aktywności fizycznej; po trzecie: o 15 punktów proc. wyższe ryzyko niezdrowej diety. Niepokojące są informacje wprost wiążące się z kondycją rodzimej służby zdrowia. Otóż Polska odnotowała najwyższy wzrost nierówności w zdrowiu ze wszystkich analizowanych w raporcie krajów. Okazuje się również, że 15-letnie dziewczynki gorzej oceniają swoje zdrowie niż chłopcy.

Prof. Wielisława Warzywoda-Kruszyńska w wywiadzie dla „Nowego Obywatela”, analizując zagadnienia dotyczące ubóstwa polskich dzieci, zwracała uwagę na interesujące badania przeprowadzone w Stanach Zjednoczonych. Wynikało z nich, że wyrównywanie szans choćby edukacyjnych nie tylko wymaga kompleksowego wsparcia. Ważne jest również, by tego rodzaju wsparcie odbyło się jak najwcześniej, najlepiej do trzeciego roku życia. Tymczasem w Polsce wsparcie zaczyna działać na poziomie szkoły podstawowej. A to już zdecydowanie za późno. „Interwencja jest u nas prowadzona w ten sposób, że skupia się np. na tym, aby dziecko nadrobiło zaległości z matematyki czy z czytania. Pomoc koncentruje się na oddziaływaniu na poznawcze umiejętności dziecka, natomiast badania psychologiczne dowodzą – i bardzo ładnie pokazują to ekonomiści, którzy na podstawie tych badań robią analizy – że najważniejsze jest oddziaływanie na »miękkie« umiejętności. Poczucie zaufania, wiara w siebie, umiejętność współpracy z innymi – dają o wiele lepsze rezultaty niż uczenie dzieci »twardych« umiejętności” – stwierdza badaczka. Tego typu strategie wyrównywania szans wymagałyby znacznej sieci nie tyle administracyjnych, ile oddolnych społeczno-edukacyjnych inicjatyw nastawionych na pracę z dziećmi z rodzin ubogich i uboższych. Nie pytamy zatem jedynie o rolę państwa, ale o jakość naszego społeczeństwa obywatelskiego.

Na koniec optymistyczny akcent. Otóż Polska, Estonia, Irlandia i Łotwa przedstawiane są w raporcie UNICEF-u jako kraje skutecznie niwelujące nierówności edukacyjne i skutecznie zmniejszające odsetek dzieci z najsłabszymi wynikami w nauce. To cieszy, choć wiemy przecież dobrze, jak wiele szkół zamknięto w Polsce w ciągu ostatniej dekady. Niemniej jednak „dzieci gorszego portfela” wciąż mają o wiele bardziej pod górkę. Marnujemy ich potencjał, a wraz z tym marnujemy wiele szans dla Polski. Czy naprawdę stać nas na to?

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej