Mój 10 kwietnia
Po pierwszych informacjach w sprawie tragedii natychmiast zwołaliśmy kolegium redakcyjne.
10 kwietnia powołaliśmy w „Gazecie Polskiej” ekipę śledczą dziennikarzy, którą poinformowałem, że od tej pory ma zajmować się wyłącznie tylko tym śledztwem. Zapowiedziałem, że w najbliższych miesiącach nie ukaże się żaden numer „GP” bez nowych ustaleń.
Bodajże jeszcze w nocy grupa klubowiczów z Krakowa dotarła do nas z pomysłem, by spróbować pochować Lecha Kaczyńskiego na Wawelu. Wsród nich najaktywniejszy był Stanisław Markowski. Do końca nie wiadomo, kto naprawdę pierwszy zgłosił ten pomysł, ale pewnie zrodził się nagle w kilku miejscach.
Kolejne dni to uroczyste pogrzeby, walka o Krzyż na Krakowskim Przedmieściu, walka z nieprawdopodobną lawiną kłamstw, organizowanie miesięcznic w Warszawie i we wszystkich miastach na świecie, gdzie żyją Polacy, drugi obieg, który został zapoczątkowany filmem „Mgła”, potem organizowanie nowych mediów.
Niczego w tej sprawie sobie nie przypisujemy. Opowiedziałem, jak było, jak widziałem to moimi oczami.