Raport o stanie rynku
Kilka dni temu ukazał się raport z monitoringu społecznej odpowiedzialności największych polskich firm, przygotowany przez Fundację CentrumCSR.PL, zatytułowany „Społeczna odpowiedzialność bizn
Twórcy raportu są surowi: firmom udało się sprowadzić dyskusję o odpowiedzialności biznesu do działań charytatywnych, co za bardzo ułatwia im życie i nie wnosi wiele do systemowej pozytywnej korekty rodzimych realiów społeczno-gospodarczych.
Czym właściwie jest CSR? Z jednej strony odnosi się do spraw zdawałoby się elementarnych w naszej strefie cywilizacyjnej, takich jak zakaz pracy przymusowej, zakaz pracy dzieci, zakaz dyskryminacji w zatrudnieniu, zakaz cielesnych kar dyscyplinarnych i mobbingu. Te fundamentalne prawa wchodzące w skład podstawowych zasad społecznej odpowiedzialności biznesu gwarantują chociażby bezpieczeństwo i higienę pracy, możność organizowania się w związki zawodowe (niemal w ogóle nie jest to już w Polsce oczywiste). To również prawo do godnego wynagrodzenia, które pozwala pracownikom utrzymać siebie i swoją najbliższą rodzinę. W szerszym kontekście CSR odnosi się choćby do współodpowiedzialności wielkich podmiotów choćby za realia zatrudnienia i warunki pracy i płacy panujące u wykonujących dla nich zadania podwykonawców.
Obiektywni eksperci
Dokument Fundacji CentrumCSR.PL oparto na analizie ponad 220 firm dysponujących w Polsce największą siłą rynkowego oddziaływania. Autorzy raportu zwracają uwagę również na odpowiedzialność instytucji publicznych, rodzimej administracji. Jak podają, instytucje publiczne nieraz podejmują działania, które służą korporacjom jako forma zabezpieczenia przed koniecznością wdrożenia rozwiązań służących społecznej odpowiedzialności. Przykład? Choćby zaangażowanie naszych urzędników w proces zawężenia obszaru raportowania danych pozafinansowych i skrócenia listy firm objętych tym obowiązkiem. Jak się okazuje, strona polska w toku prac nad Dyrektywą Unii Europejskiej stworzyła tzw. mniejszość blokującą.
Widać jak na dłoni konsekwencje dysproporcji sił między marketingowymi możliwościami wielkiego biznesu a możliwościami zwykłych obywateli. Istotny, wiążący i wszechobecny jest przekaz tylko jednej strony. Biznes narzuca (właśnie w przestrzeni medialnej) swoje formy komunikacji ze społeczeństwem, nie ujawniając twardych danych na temat różnych aspektów własnej działalności, rzadko napotykając przy tym na opór czy krytyczny komentarz. Znamy ten problem przecież dobrze. Tzw. obiektywni eksperci to niemal zawsze ludzie związani z wielkim biznesem, rzadko kiedy zaś osoby pracujące dla organizacji społecznych i instytucji państwa. Inna rzecz, że w Polsce nierzadko sami politycy mają problem z solidną argumentacją na przykład na rzecz rozsądnego etatyzmu.
Kulczyk filantrop foundation
W globalnej rzeczywistości problemy lokalne mają także swój szerszy kontekst, rzadko kiedy widoczny dla odbiorców przekazu medialnego. Aleksandra Antonowicz-Cyglicka, kierowniczka programu „Akcja dla globalnego południa” w Polskiej Zielonej Sieci (PZS), koordynatorka współpracy PZS w zakresie wpływu międzynarodowych instytucji finansowych wspierających sektor prywatny, stwierdza, że koncepcja CSR stała się w polskich realiach „doskonałym listkiem figowym” dla sektora prywatnego. Podaje ona bardzo konkretny przykład: „Za sprawą promocji w mediach, każdy z nas słyszał o filantropijnej działalności Kulczyk Foundation, kierowanej przez Dominikę Kulczyk, jednocześnie będącą osobą odpowiedzialną za „corporate responsibility policies”, „social activities and international relations” w Kulczyk Investments. Kto jednak słyszał o problemach mieszkańców południa Tunezji z działalnością spółki wydobywczej Winstar Tunisia B.V. zależnej od Serinus Energy Inc., będącej w portfolio Kulczyk Investments z siedzibą w raju podatkowym – Luksemburgu? Serinus Energy Inc., z pomocą pożyczki udzielonej w 2013 r. przez Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju, inwestuje w poszukiwania i wydobycie złóż ropy i gazu na południu Tunezji.
Jak wyglądają realia tych inwestycji? Cóż, lokalne i europejskie organizacje pozarządowe wskazują, że agresywny przemysł wydobywczy w zamkniętej zmilitaryzowanej strefie na południu Tunezji nie przynosi korzyści ekonomicznych lokalnej społeczności. Przeciwnie – realnie blokuje potencjalny zrównoważony rozwój w tym regionie, pogłębia istniejące tam niedobory wody (przemysł wydobywczy zużywa ogromne jej ilości). Pojawiają się także pytania o możliwość grabieży zasobów. Z racji działalności w zamkniętej strefie zmilitaryzowanej, brak jakiejkolwiek publicznej kontroli nad tym, co dzieje się na koncesjach należących do Winstar. To jeden z wielu przykładów na globalny kapitalizm, który wymyka się z ludzkich rąk. I obyśmy w Polsce, jako kraj wciąż na pograniczu peryferii, nigdy w takim stopniu tego nie doznali. Ale do tego potrzebne są właśnie sprawne instytucje państwowe i mocna oddolna kontrola społeczna.
Lumpenliberalna strategia myślenia
Na kartach raportu Fundacji CentrumCSR.PL wypowiadają się m.in. country operations manager Włodzimierz Biel i quality manager & business analytics Dominika Zielińska, reprezentujący firmę DNV GL Business Assurance Poland sp. z o.o. Zwracają oni uwagę, że tempo systemowego zaangażowania się przedsiębiorstw w tematykę zrównoważonego rozwoju zależy choćby od presji otoczenia prawnego i społecznego, standardów branżowych w coraz bardziej globalnym charakterze otoczenia biznesowego, świadomości przyszłych trendów. Godne podkreślenia jest to, że eksperci na pierwszym miejscu wskazują właśnie legislację i nacisk społeczny. To najlepszy dowód na to, że rynek i mechanizmy rynkowe nigdy nie działają w próżni.
Popularna w Polsce lumpenliberalna strategia myślenia o tzw. wolnym rynku na ogół nie uwzględnia faktu, że to czynniki cywilizacyjne zachodzące w obrębie poszczególnych państw/wspólnot narodowych w znacznym stopniu wpływają na realia społeczno-gospodarcze: od obyczajów prawnych, przez sposób funkcjonowania instytucji, po takie kwestia jak bierność lub aktywność obywatelska, poziom brudnego i czystego kapitału społecznego. Wszystko to wpływa choćby na to, czy ludzie sobie nawzajem ufają w relacjach konsument/obywatel-rynek-państwo albo pracodawca-pracownik, albo np. biznes-fiskus.
Choć wiele firm faktycznie stara się o zachowanie pewnych standardów prowadzenia biznesu, pokryzysowe kłopoty wciąż się w Polsce pogłębiają. Wiele problemów nawarstwia się siłą atrofii, ponieważ rzadko w ogóle są nagłaśniane. Nierzadko trafniej jest mówić o społecznej nieodpowiedzialności biznesu niż jego odpowiedzialności.
Dobrze to widać, jeśli przyjrzymy się konkretnym branżom. Michał Kulczycki, przewodniczący NSZZ „Solidarność” Pracowników Ochrony, Cateringu i Sprzątania zwraca na łamach raportu uwagę, że według szacunków w Polsce w ochronie zatrudnionych jest ok. 300 tys. osób (więcej niż policjantów!). Są wśród nich m.in. konwojenci, portierzy, stróże: „pracują średnio 350–400 godzin miesięcznie. Wyrabiają dwa przeciętne etaty. Mieliśmy też ekstremalne przypadki, np. 700 godzin, podczas gdy cały miesiąc ma ich 720. Często są to ludzie z satelickich wiosek, którzy przyjeżdżają w poszukiwaniu zajęcia do większych regionów, jak Mazowsze czy Śląsk, bo u nich bezrobocie sięga 40–50 proc. Godzą się na każde warunki, chcą dostać cokolwiek, byle dzieci nie płakały, że są głodne”. Kulczycki zwraca uwagę, że ludzie pracują non stop przez cały tydzień, po 24 godziny: „w poniedziałek zaczynają w jednej firmie, a potem formalnie przechodzą do trzech innych spółek córek, gdzie dalej robią dokładnie to samo. I tak do piątku, kiedy wracają do domu”.
Społeczna odpowiedzialność biznesu? Moim zdaniem to po prostu godna praca i płaca. Ale to nie zależy tylko od rynku, to także odpowiedzialność państwa i kwestia aktywności społecznej.