Basia i biznesmeni
Nazwijmy ją Basia. Pamiętam ją doskonale. Pracowaliśmy w tym samym zrujnowanym biurowcu na krakowskim Zabłociu.
Tytułowi biznesmeni zatrudniali na czarno, bez świadczeń i za marne pieniądze dziesiątki ludzi. Sam dostawałem całe 3 zł za godzinę. Jak mi się „nie podobało”, to oczywiście „mogłem” się zwolnić. Ale musiało mi się podobać. Basi też musiało się podobać, skoro przez lata dojeżdżała tu z podkrakowskiej miejscowości. Wdychała rozpuszczalniki, benzynę, niszczyła sobie cerę, a jej płuca robiły za odciąg oparów chemikaliów. Wszystko za 3, potem 4, wreszcie może i za 7 zł za godzinę. Dziś Basia nie wychodzi z domu. Ciężko się rozchorowała, a z pięknej kobiety pozostał cień. W dzisiejszej „Codziennej” tekst Krzysztofa Wołodźki o tym, że firmy, które mogłaby zarżnąć 12-złotowa godzinowa płaca minimalna, w ogóle nie powinny były powstać. Jednak powstały i trwają. Dzięki ludziom, którzy pracują w nich, by przetrwać.