Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Wojciech Mucha,
23.01.2016 15:57

Czekając na Wolny Kurdystan

To może być przełomowy rok dla milionów Kurdów. Wojna na Bliskim Wschodzie i postępujący rozkład Iraku mogą paradoksalnie przynieść im szansę na utworzenie własnego państwa.

To może być przełomowy rok dla milionów Kurdów. Wojna na Bliskim Wschodzie i postępujący rozkład Iraku mogą paradoksalnie przynieść im szansę na utworzenie własnego państwa. Wolny Kurdystan to już nie tylko mrzonka, to wyzwanie. Także dla polskiego rządu.

Warszawska siedziba przedstawicielstwa Regionalnego Rządu Kurdystanu nie jest okazała. To mieszkanie w jednej z kamienic przy ul. Marszałkowskiej. Rezyduje tu Ziyad Raoof, prywatnie przedsiębiorca i inwestor z branży biznesowo-turystyczno-kulinarnej. W Polsce przebywa od lat 80., kiedy przybył na studia do Krakowa. Z Małopolską związał się zresztą na stałe – jest właścicielem znanej w Grodzie Kraka restauracji U Ziyada oraz kilku nieruchomości, w tym okazałego dworu w Tomaszowicach. Raoof jest współzałożycielem Kurdyjskiego Centrum Informacji i Dokumentacji oraz prezesem Stowarzyszenia Irackich Demokratów w Polsce. Jak chwali się na swojej stronie, zasiada w zarządzie Fundacji Międzynarodowego Centrum Kultury, Fundacji Zdrowia Dziecka oraz Stowarzyszenia Rotunda. Teraz jednak Kurd ma poważniejsze sprawy na głowie. Wojna w Syrii, powstanie Państwa Islamskiego i idący za tym kryzys przyniosły cierpienie milionom ludzi, w tym także Kurdom.

Naród (jeszcze) bez państwa

Jak mówią oficjalne statystyki, na Bliskim Wschodzie jest 27 mln Kurdów. Są skupieni głównie w historycznym obszarze Kurdystanu – w Iraku, ale także Syrii, Iranie i Turcji. I wszędzie spotykają ich kłopoty. Jak eufemistycznie zwraca uwagę Raoof: „Region Kurdystanu już od kilku lat zmaga się z kolejnymi zjawiskami destabilizującymi sytuację wewnętrzną i powstrzymującymi dotychczas harmonijny rozwój kraju”. Oficjalne dane Kurdistan Regional Government Joint Crisis Coordination Center wskazują, że w Irackim Regionie Kurdystanu przebywa obecnie ok. 1,8 mln uchodźców – jedna trzecia całej populacji. Liczba uchodźców z Syrii to prawie ćwierć miliona, a uchodźców wewnętrznych to o milion więcej.
W Polsce o sytuacji Kurdów mówiło się sporo w zeszłym roku. Wszystko za sprawą kryzysu związanego z uchodźcami szturmującymi Europę. Okazało się bowiem, że pomimo trwającej na Bliskim Wschodzie wojny ogromna liczba Kurdów nie tylko ani myśli uciekać ze swojej ziemi, ale z otwartą przyłbicą stawia opór dżihadystom z IS.

I tak od sierpnia 2014 r. iracki Region Kurdystanu odpiera inwazję IS. Według oficjalnych danych straty peszmergów (kurdyjscy partyzanci z Iraku) to już 1345 zabitych, 62 zaginionych i ok. 8 tys. rannych. Z IS walczą także Kurdowie syryjscy, czego szczególnym przykładem był heroiczny bój o Kobane – miasto położone na pograniczu Syrii i Turcji – symbol oporu.

Media Strefy Wolnego Słowa za sprawą telewizji Republika towarzyszyły w przekazywaniu konwoju humanitarnego do uciekinierów z Kobane, obozu na pograniczu turecko-syryjskim. Tam, pośród nieprzychylnych im Turków, Kurdowie ze zniszczonego przez Państwo Islamskie miasta Kobane przeczekują najcięższy okres. Choć są zaledwie kilkanaście kilometrów od ruin swoich domów, żyją na wygnaniu, w obozach dla uchodźców.

Chaos szansą

W tej wojennej zawierusze Kurdowie postanowili skorzystać z okazji, by upomnieć się o to, o co zabiegają od dawna. O Wolny Kurdystan. – Rząd Regionalny Kurdystanu uznał, że już najwyższy czas, by przeprowadzić referendum odnośnie do niepodległości Kurdystanu. Doszliśmy do wniosku że naród kurdyjski powinien wypowiedzieć się, czy chce trwać w [ramach] Iraku, który nie z naszej winy się rozpada – mówił Raoof podczas wtorkowego spotkania z dziennikarzami. – Na szczęście wiele krajów, mocarstw, ale i państw sąsiednich doszło do wniosku, że powstanie państwa kurdyjskiego nie jest takie straszne, a może być elementem stabilizacyjnym – dodał. Ludzie znający sytuację w regionie nie mają złudzeń – to dobra decyzja.

To referendum jest tylko formalnością. Państwo kurdyjskie istnieje w Iraku, zaś sam Irak już nie. Jedno jest pewne. Kurdowie w Iraku pokazali, że są jedyną siłą zdolną przeciwstawić się barbarii IS, ochronić uchodźców, stabilizować sytuację – przyznaje Dawid Wildstein, dziennikarz, który wiele dni ubiegłego roku spędził na obserwacji sytuacji w Kurdystanie. – Powinniśmy im w tym pomagać, a nie czekać, aż kolejne tysiące uciekinierów ruszą na Europę. Więc moja propozycja dla Angeli Merkel jest następująca: niech pieniądze, które chce dać uchodźcom, którzy tu przybywają, da Kurdom, którzy walczą – dodaje Wildstein. Dziennikarz wie, o czym mówi. Sam był współorganizatorem konwoju z pomocą humanitarną, który dotarł do syryjskich Kurdów. Wtedy to okazało się, że za kwotę, jaką państwa Zachodu wydają miesięcznie na jednego przybysza na Stary Kontynent, można pomóc całemu, liczącemu kilkadziesiąt osób obozowi wygnańców.

Polska a sprawa Kurdystanu

Ale ewentualna niepodległość Kurdystanu to także sprawa Polski. Gdyby okazało się, że jest ona faktem, nasz rząd będzie musiał się do tego odnieść. Zapewne uznamy ją dość prędko – nic nie stoi na przeszkodzie, ale pozostanie problem umów dwustronnych. Od współpracy kulturalnej, przez cywilną komunikację lotniczą, współpracę gospodarczą i techniczną, turystyczną, prawną. I tak dalej.

Warto przy tym wspomnieć, że wiele państw europejskich już wypowiedziało się w tej kwestii. Wystarczy wspomnieć premiera Węgier Viktora Orbána, który w maju ub. roku powiedział, że „Region Kurdystanu ma wszelkie przymioty i spełnia wszelkie podstawowe kryteria, aby ogłosić niepodległość i zostać efektywnie działającym krajem […]. Węgry podkreślają swoją sympatię i szacunek dla kurdyjskich starań o niepodległość”. Orbán wypowiedział te słowa w nieprzypadkowej chwili. Ubiegły rok był bowiem kulminacją wojny na Bliskim Wschodzie, a jak już wspomniano, powstanie Kurdystanu mogłoby pomóc ustabilizować sytuację i sprawić, że fala uchodźców zostałaby powstrzymana. Państwo Kurdów to również potencjalny, mocny partner do walki z Państwem Islamskim i innymi przejawami bliskowschodniego terroru zagrażającego Europie. To również szansa na pokój w Turcji, gdzie, jak wynika z relacji świadków, Kurdowie znajdują się w arcytrudnej sytuacji.

W tureckim Kurdystanie wieje nudą. Od kilku miesięcy ciągle to samo. Tylu, a tylu zabitych, tylu, a tylu rannych. Zmieniają się tylko nazwy miast objętych tzw. curfew, czyli operacją militarną tureckiej armii i policji przeciwko kurdyjskim bojownikom – mówi „Codziennej” Tomasz Grzywaczewski, podróżnik i reportażysta. – Prezydent Turcji Recep Erdoğan w wystąpieniu z 20 stycznia jasno oświadczył, że celem Ankary nie są rozmowy pokojowe, ale ostateczne spacyfikowanie wszelkiego oporu. Jak głosi oficjalny przekaz, w najlepsze trwa więc „neutralizowanie terrorystów”, nawet jeśli pomiędzy tymi „terrorystami” znajdą się zwykli cywile – mówi publicysta. Grzywaczewski zwraca uwagę, że tylko w tym tygodniu w tureckim mieście Cizre zginęły trzy osoby, a dziewięć zostało rannych. Obrażenia odniósł również dziennikarz Rifat Tekin, który po przewiezieniu do szpitala został natychmiast zatrzymany przez policję. Związek Dziennikarzy Turcji TGS oświadczył, że życie reporterów pracujących na wschodzie kraju jest zagrożone – mówi reporter.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Polacy mają do Kurdów szczególny stosunek. Ludziom z mojego pokolenia, z przełomu lat 80. i 90., informacje o Kurdach towarzyszyły właściwie codziennie. Do dziś pamiętam choćby relacje z frontu pierwszej wojny w Zatoce Perskiej, kiedy to Polska telewizja w zasadzie non stop informowała o tym, jak reżim Saddama Husajna niszczy kolejne ośrodki kurdyjskie, morduje cywilów i rozprawia się brutalnie z całymi regionami autonomii. Chemiczne ataki, krwawo stłumione powstanie. Te informacje były codziennością i trudno było nie mieć sympatii do dzielnych powstańców. Dziś Kurdowie wciąż walczą, jednak droga do pokoju wydaje się bliżej niż przed laty. – Niepodległość Kurdystanu jest procesem, który już się toczy, lecz chcemy go przeprowadzić w pokoju, zrozumieniu i dialogu, a nie przemocy – mówił w ub. roku prezydent Regionu Kurdystanu Masoud Barzani. Oby ów proces szybko się zakończył.

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE