Czas uleczyć służbę zdrowia
Odkąd pamiętam, w Polsce sporą popularnością cieszy się powiedzenie, że trzeba u nas mieć zdrowie, aby chorować.
Opublikowany właśnie raport Najwyższej Izby Kontroli na temat podstawowej opieki zdrowotnej to przygnębiający dokument. Opracowano go na podstawie analizy danych obejmujących 300 tys. pacjentów. Jak się okazuje, podstawowa opieka zdrowotna w bardzo wielu wypadkach jest u nas fikcją. Lekarze pierwszego kontaktu nie zlecają badań (chociażby cholesterolu), nie dają pacjentom zaleceń dotyczących właściwej diety, nie proponują długofalowej pomocy, np. w walce z paleniem, często nawet nie ważą i nie mierzą pacjentów.
Wszystko to powoduje, że brak obecnie realnego systemowego wykrywania chorób układu krążenia, które stanowią przyczynę śmierci ponad 45 proc. wszystkich Polek i Polaków. Portal Forsal.pl przypomina, że zgodnie z założeniami obecnego systemu opieki zdrowotnej „to właśnie w najbliższej przychodni powinno się wykrywać choroby, tak by móc szybko, jeszcze na tym etapie, wdrożyć leczenie i zapobiec hospitalizacji. Do zadań lekarzy pierwszego kontaktu należy też wytypowanie najbardziej zagrożonej grupy i udzielenie jej wsparcia”. Niestety w ubiegłym roku tylko 3 proc. Polaków należących do podwyższonej grupy ryzyka w związku z możliwością wystąpienia u nich chorób układu krążenia skorzystało z odpowiednich badań. Tomasz Latos, lekarz rodzinny i poseł Prawa i Sprawiedliwości, w rozmowie z mediami stwierdził, że problemy z diagnostyką wiążą się obecnie z brakiem czasu lekarzy i przeładowaniem opieki formalnościami. Kłopot w tym, że te kwestie mają o wiele głębsze uwarunkowania.
Szokujące dane
Niedawno ukazał się raport „Health at a Glance 2015” przygotowany przez Organizację Współpracy Gospodarczej i Rozwoju. Jego autorzy przeanalizowali stan zdrowia i jakość opieki nad pacjentami w krajach należących do OECD (Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju). Gdyby polityków Platformy, na czele z premierem Tuskiem oraz premier Ewą Kopacz, a także odpowiedzialnymi przed nimi ministrami i instytucjami rozliczyć tylko z tego raportu, mieliby oni naprawdę poważne kłopoty. Czy pamiętają państwo spoty przedwyborcze Platformy sprzed paru lat? Wynikało z nich, że władza PO zamieni służbę zdrowia w niemal rajski ogród. A jaki jest bilans ostatnich ośmiu lat w polskiej opiece zdrowotnej zdaniem OECD? Otóż z raportu poważnej międzynarodowej instytucji wynika, że w większości krajów rośnie długość życia ludzi, poprawia się jakość opieki i zwiększa dostęp do nowoczesnych leków. Ale jednym z wyjątków – który wskazany został wprost na samym wstępie dokumentu – jest właśnie Polska.
Nieliczne media, które ostatnio zainteresowały się rzeczonym opracowaniem, cytowały nader istotne informacje tam zawarte: „we wszystkich państwach OECD, z wyjątkiem Grecji, USA i Polski, istnieje powszechny dostęp do służby zdrowia” oraz „dzięki wcześniejszej diagnozie w większości państw zwiększyła się długość przeżycia przy zachorowaniu na raka. Wyjątkiem są Polska i Chile”. Nie dzieje się tak bez przyczyny. Nasz kraj jest niemal na szarym końcu, jeśli chodzi o nakłady finansowe na służbę zdrowia, gdy porównać go z innymi państwami Europy, a także z tymi, które należą do OECD.
Z raportu „Health at a Glance 2015” wynika również, że problemem jest także sama organizacja systemu opieki medycznej. Mamy za mało lekarzy i pielęgniarek. W jaki sposób w naszym systemie radzimy sobie z tym deficytem? Otóż za pomocą pracy na kilka zmian, czasem na kilka etatów/kontraktów, co jest normą w wypadku lekarzy, a coraz częściej dotyczy również białego personelu. Wiąże się to z faktem, że w Polsce, w przeciwieństwie do wielu państw zachodnich, brakuje instytucji tzw. pomocników medycznych. Są to wykwalifikowane osoby, które zastępują specjalistów w opiece nad pacjentem niewymagającym zabiegów medycznych lub odciążają lekarzy w prowadzeniu dokumentacji.
Informacje zawarte w dokumencie OECD wiele wyjaśniają z przywołanego wyżej przeze mnie raportu NIK. Otóż kraje rozwinięte, o wysokim poziomie opieki zdrowotnej, stawiają przede wszystkim na profilaktykę i diagnostykę, czyli m.in. lekarzy pierwszego kontaktu. U nas z kolei, co ma też swoje plusy, o wiele bardziej rozwinięte jest lecznictwo szpitalne – mamy całkiem sporą liczbę łóżek przypadających na jednego pacjenta. Ale zamiast zapobiegać, w Polsce stawia się na leczenie ciężkich chorób w zaawansowanym już stadium.
Brak pieniędzy i ekspertów
Jeszcze inne dane, mało krzepiące i dotyczące sytuacji w służbie zdrowia, odziedziczone przez obecną ekipę po rządach Platformy, zawiera raport Europejskiego Funduszu Rozwoju Wsi Polskiej. Dokument ten wprost wskazuje na tendencje związane ze zwijaniem państwa na prowincji. Po pierwsze na wsiach jest o wiele mniej przychodni zdrowia niż w miastach. Po drugie mieszkańcy wsi, a szczególnie mężczyźni, o wiele rzadziej niż mieszkańcy miast korzystają z porad lekarzy zarówno pierwszego kontaktu, jak i specjalistów. Blisko 35 proc. mężczyzn mieszkających na wsi w ciągu ostatniego roku nie było ani razu u lekarza podstawowej opieki zdrowotnej, a blisko co czwarty mieszkaniec wsi nigdy nie był u specjalisty. Z opracowania EFRWP wynika, że wśród najczęściej podawanych na wsi przyczyn rezygnacji z wizyty u lekarza jest brak pieniędzy. Widać po tym wyraźnie, jak chory jest ten system i jak bardzo cierpi na tym uboższa część naszego społeczeństwa, której sprawy rzadko kogo wśród elit interesują.
Obecny rząd i Ministerstwo Zdrowia stoją przed jeszcze jednym, poważnym wyzwaniem – związanym ze starzeniem się polskiego społeczeństwa. Nie bez powodu kilkanaście dni temu odbyło się specjalne spotkanie poświęcone temu zagadnieniu z udziałem ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła, przewodniczącego sejmowej komisji polityki senioralnej Michała Szczerby oraz prof. dr hab. Tomasza Grodzickiego, byłego krajowego konsultanta ds. geriatrii. Z danych NIK przedstawionych w trakcie tego spotkania wynika, że w Polsce mamy obecnie tylko 345 lekarzy-geriatrów przypadających na starzejące się wielomilionowe społeczeństwo! Zdaniem ekspertów, mamy obecnie dobrze zdefiniowane potrzeby dotyczące geriatrii, ale w ciągu ostatnich lat nie stworzono w tej dziedzinie nawet zrębów tego elementu systemu opieki.
Reforma potrzebna od zaraz
Co istotne, znamy już zarys projektu rządu PiS dotyczący opieki geriatrycznej. Mają się na niego składać przywrócenie koordynacji w leczeniu (czyli realny, a nie fikcyjny nadzór lekarza nad przebiegiem leczenia/analizą stanu zdrowia pacjenta), umiejscowienie geriatrii w tworzonym obecnie Narodowym Programie Zdrowia oraz instytucja określona mianem „dziennego domu opieki medycznej”. Jako elementy pomocowe służyć ma rozwijanie teleopieki i wsparcie dla pacjentów, których nie stać na leki. Wiadomo już, że jednym z priorytetowych celów obecnego resortu zdrowia jest wprowadzenie leków refundowanych dla seniorów 75+.
Minister Radziwiłł mówił niedawno w Sejmie: „Musimy podjąć olbrzymi wysiłek, jakim jest faktyczne przygotowanie map potrzeb zdrowotnych, które jak wiadomo, są niezbędne w procesie kontraktowania, a także stanowią warunek uzyskania różnych środków finansowych. To, co dziś mamy, to jedynie prawie zrealizowaną mapę w onkologii, na finiszu są prace w kardiologii”. Rzecz jasna, sytuacja w opiece zdrowotnej nie zmieni się z dnia na dzień, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Jeden z najbardziej istotnych elementów sprawnej architektury państwowej, czyli publiczna służba zdrowia, była demontowana od wielu lat. Pomysł Platformy na służbę zdrowia był przecież prosty – prywatyzować, co się da, w ramach lokalnych układów i sitw. Jak ma być obecnie? Branżowy portal e-medycyna.pl wskazuje, że obecny resort zdrowia chce podjąć prace polegające na zatrzymaniu przymusu komercjalizacji SPZOZ, a w wypadku przekształconych już podmiotów podejmowane będą starania, aby większość z nich została w rękach publicznych. To szansa, być może już ostatnia, na realne odbudowanie sprawnego i powszechnego publicznego systemu zdrowia.