Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Krzysztof Wołodźko,
04.12.2015 16:14

500+? To ma sens!

Prawo i Sprawiedliwość w szybkim tempie przystąpiło do realizacji swoich prospołecznych i prorodzinnych obietnic przedwyborczych. Budzi to wyraźną złość opozycji.

Prawo i Sprawiedliwość w szybkim tempie przystąpiło do realizacji swoich prospołecznych i prorodzinnych obietnic przedwyborczych. Budzi to wyraźną złość opozycji. Liberałowie gospodarczy zwyczajowo epatują argumentacją dotyczącą „rozdawnictwa”, z lewej strony sceny ideowo-politycznej padają zaś zarzuty w rodzaju „pakiet społeczny PiS to miękki populizm”. Sądzę jednak, że znaczna część Polaków o wiele bardziej niż antyrządową propagandą zainteresuje się udzielonymi im przez rząd formami wsparcia.

Premier Beata Szydło zapowiedziała 1 grudnia, że rządowy projekt Rodzina 500+ zostanie uruchomiony najpóźniej w kwietniu 2016 r. Zgodnie z jego założeniami rodzice, bez względu na dochody, otrzymają po 500 zł miesięcznie na drugie i kolejne dziecko, a rodziny o dochodach nie wyższych niż 800 zł na osobę w rodzinie (lub 1200 zł w rodzinach z dzieckiem niepełnosprawnym) także na pierwsze dziecko. Świadczenie to będzie przysługiwało do ukończenia 18. roku życia dziecka. Według obliczeń Centrum Informacyjnego Rządu skorzysta z niego ponad 2 mln polskich rodzin.

Wszyscy ponoszą koszty

Czy bezpośrednie wsparcie finansowe dla rodzin to pomysł „rodem z PRL”, jak sugerują to niekiedy gospodarczy liberałowie? Nic z tych rzeczy. Rafał Bakalarczyk, ekspert ds. polityki społecznej, stwierdził niedawno w rozmowie z Państwową Agencją Prasową, że „500-złotowy dodatek na dziecko jest niesłusznie demonizowany w naszej debacie publicznej”. Jak przypomniał, dodatek na dziecko to rozwiązanie bardzo często stosowane w Europie Zachodniej: „świadczenia na dzieci są często przyznawane powszechnie – koszty związane z wychowaniem dziecka ponoszą nie tylko rodziny ubogie, ale wszystkie”. Jak zaznacza ekspert, w grę wchodzą także pytania o długofalowe cele takiego wsparcia, niezbyt dla niego czytelne.

Dla mnie sprawa jest klarowniejsza. W historii III RP projekt Rodzina 500+ będzie najszerszą formą bezpośredniego wsparcia finansowego dla rodzin. To nader konkretne rozwiązanie, na które warto patrzeć przez pryzmat realnych polskich uwarunkowań. Jest ono tym istotniejsze, że może stanowić spory impuls dla rozbudzenia popytu wewnętrznego na lokalnych rynkach, nie tylko w metropoliach, ale jak Polska prowincjonalna długa i szeroka. Z reguły to właśnie te „gorsze” obszary kraju doświadczają kumulacji negatywnych zjawisk, związanych z migracją młodych do wielkich miast, wygaszaniem lokalnego biznesu przez brak popytu na usługi i produkowane dobra, koniecznością życia z niskich pensji, kosztami psychologicznymi związanymi z tzw. śmieciowym zatrudnieniem, częstymi w wielu domach trudnościami z opłatami bieżących rachunków.

Dopiąć budżet

To są realne bolączki wielu polskich uboższych rodzin z jednym i więcej dzieckiem, które nie tak rzadko prowadzą do tego, że młodzi małżonkowie formalnie żyją razem, ale faktycznie mąż lub żona na co dzień żyje i pracuje w wielkim mieście, a do swoich bliskich wraca na weekend. Rzadko kiedy dyskutuje się u nas o tego rodzaju społecznych i rodzinnych kosztach prób radzenia sobie z dopięciem rodzinnych budżetów. Warto pamiętać, że wsparcie 500+ trafi również do takich rodzin i może im pomóc choćby w podjęciu decyzji o szukaniu pracy u siebie, na rynku lokalnym. Dalej, nawet minimalne zwiększenie bezpieczeństwa finansowego jest dla wielu polskich rodzin nie do przecenienia. Dlaczego? Jak podawał niedawno dr hab. Ryszard Szarfenberg z Instytutu Polityki Społecznej, analiza indeksu zdrowia finansowego wskazuje, że większość Polaków żyje z dnia na dzień:

„Znikoma część gospodarstw domowych zabezpiecza swoją kondycję finansową w długim terminie, a wiele gospodarstw nie jest przygotowanych na zawirowania finansowe. Jest to niepokojąca sytuacja, biorąc pod uwagę wzrost niestabilności zatrudnienia w Polsce oraz ograniczoną ochronę emerytalną przez państwo”.


Niektóre kwestie związane z praktyczną realizacją projektu Rodzina 500+ rodzą jednak istotne pytania. Według niektórych symulacji skutków wprowadzenia programu co trzecia najuboższa rodzina nic na nim nie zyska. Stanie się tak, jeśli dodatkowe pieniądze na dziecko zostaną formalnie dołączone do dochodów rodzin pobierających zasiłki z pomocy społecznej. W takiej sytuacji 150 tys. rodzin może stracić całość dotychczasowej pomocy społecznej, a 190 tys. rodzin pewną część pobieranych zasiłków. Ale właśnie jest czas na sygnalizowanie tego typu problemów. Projekt ustawy przejdzie cały proces legislacyjny trafił już do uzgodnień międzyresortowych, będzie także oceniany w ramach konsultacji społecznych. Dobrze byłoby, gdyby rząd zdecydował się przyjąć zapis o niewliczaniu kwoty wsparcia udzielanej rodzinom w ramach programu 500+ do dochodu branego pod uwagę przy kryterium dochodowym potrzebnym do uzyskiwania świadczeń z pomocy społecznej. Tylko w takim wypadku najuboższa część społeczeństwa, nie tak rzadko zaliczana już do pracujących ubogich, wreszcie otrzyma naprawdę znaczący bodziec ekonomiczny prowadzący do poprawy sytuacji materialnej, społecznej i kulturowej.

Nie odbierać dzieci biednym

Rodzina 500+ nie jest jedynym elementem wprowadzanych przez nowy rząd zmian prorodzinnych. Ministerstwo Sprawiedliwości pracuje obecnie nad zmianą przepisów, która uniemożliwi sądom prawo do odbierania rodzicom dzieci z powodu biedy. Według danych zgromadzonych przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej w ubiegłym roku aż 771 dzieci przebywało w pieczy zastępczej „z powodu biedy i niezaradności życiowej” rodziców. Punktem odniesienia dla resortu w tym akurat względzie są rozwiązania obowiązujące w Niemczech: nie istnieje tam możliwość odbierania dzieci na podstawie tzw. kryterium biedy.

Jest też pytanie, czy w związku z tymi zmianami ubogie rodziny będą otrzymywały choć część kwot, które w obecnych realiach trafiają „za dzieckiem” do odpowiednich instytucji.

W ostatnich tygodniach wiele słychać było o tym, że Prawo i Sprawiedliwość z całą pewnością nie spełni swoich prorodzinnych przedwyborczych obietnic. Wydaje się jednak, że niebawem „obrońcy demokracji” będą mieli poważny problem z utrzymaniem resztek swojej wątpliwej wiarygodności w oczach sporej części społeczeństwa. Sami sobie są winni. Liberałowie od Balcerowicza płacą za lekceważące traktowanie znacznej mniej zamożnej części społeczeństwa, a towarzystwo od Leszka Millera może mieć pretensje tylko do siebie, że PiS właśnie „obchodzi ich z lewa”. Rzadko kto przejmie się też ironicznymi uwagami Sławomira Sierakowskiego o „miękkim populizmie” Prawa i Sprawiedliwości. I to w sytuacji, gdy łatwiej ugotować obiad z pieniędzy 500+, niż zrobić zupę dla rodziny z kolejnego numeru „Krytyki Politycznej”.

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej