Fatalna sytuacja polskiej energetyki zwróciła na chwilę uwagę mainstreamowych mediów w sierpniu tego roku, gdy długotrwałe upały spowodowały liczne i uciążliwe dla różnych sektorów gospodarki przerwy w dostawie prądu. Piotr Naimski, ówczesny i obecny poseł Prawa i Sprawiedliwości, były wiceminister gospodarki, wyjaśniał we wrześniu w rozmowie z portalem Niezależna.pl, że nie da się problemów sprowadzić do trudności wywołanych anomaliami pogodowymi:
„Po ośmiu latach rządów Platforma Obywatelska, jeśli chodzi o strefę energetyczną, zostawiła nam gruzy. […] Zabraknie nam prądu. To, co działo się w lecie tego roku, mieliśmy dwudziesty stopień zasilania, to jest puenta tego nicnierobienia przez osiem lat. Jest to jednocześnie sygnał alarmowy”.
Rozwój przez neokolonizację
Naimski wskazywał równocześnie, że przez lata brakowało woli politycznej, by przeprowadzić gruntowne modernizacje systemu energetycznego, a inwestycje w Opolu i Kozienicach prowadzono „z oporami i opóźnieniem”. W takiej sytuacji, jak podkreślał polityk, „gospodarka uzależniona będzie od monopolu dostaw energii z zewnątrz. [...] Grozi nam uzależnienie od monopolu energii elektrycznej z Niemiec”. Niewykluczone, że taka właśnie sytuacja, związana z więcej niż prawdopodobnym jeszcze mocniejszym uzależnieniem Polski od zachodniego sąsiada, była bardzo dobrze widziana przez niedawnych włodarzy naszego kraju. I oczywiście korzystna dla niemieckich polityków i tamtejszego biznesu energetycznego. Rozwój przez neokolonizację – tak to się niestety odbywało przez większość historii III Rzeczypospolitej.
Ktoś może stwierdzić, że przed wyborami parlamentarnymi politycy PiS mieli interes w tym, by przerysowywać zagrożenie. Problem – i to dla nas wszystkich – polega na tym, że podobne analizy przedstawiają ludzie ze świata nauki oraz specjaliści z branży. O groźbie blackoutu sporo dyskutowano pod koniec października w Warszawie na XII Kongresie Nowego Przemysłu. Jerzy Dudzik, dyrektor departamentu usług operatorskich w Polskich Sieciach Elektroenergetycznych, stwierdził wówczas, że polski system elektroenergetyczny nie jest obecnie przygotowany na „pewne stany ekstremalne, temperaturowe i hydrologiczne”.
Awaria na 99 proc.
Rzecz nie tylko w anomaliach klimatycznych. Zdaniem ekspertów zgromadzonych na Kongresie Nowego Przemysłu prawdopodobieństwo wystąpienia blackoutu w Polsce w ciągu najbliższych trzech–czterech lat wynosi 80 proc. Prof. Władysław Mielczarski z Instytutu Elektroenergetyki Politechniki Łódzkiej podaje trzy przyczyny takiego stanu rzeczy. Po pierwsze to brak mocy dyspozycyjnych: „Stare bloki w wysokich temperaturach przestają pracować albo zmniejszają znacznie moc”. A za kilka lat będzie tylko gorzej, ponieważ bloki będą jeszcze starsze. Po drugie problemem jest tzw. rynek mocy, czy raczej jego poważny deficyt: „Elektrownie nie są opłacane za dyspozycyjność. Wprowadzono namiastkę takiej płatności w postaci Operacyjnej Rezerwy Mocy, ale nie ma systemu, który zachęcałby elektrownie do utrzymywania się w dyspozycyjności” (wypowiedzi uczestników cytuję za branżowym portalem Wnp.pl). Poza tym rocznie wydaje się w Polsce 4 mld zł na odnawialne źródła energii, gdy tylko 400 mln przeznacza się na rezerwę, co kompletnie nie zabezpiecza potrzeb kraju w zakresie bezpieczeństwa energetycznego. Po trzecie wreszcie problemem jest brak elastyczności systemu elektroenergetycznego, czyli złe strategiczne rozmieszczenie obiektów: „Ewenementem jest budowa obok siebie dwóch dużych bloków w Elektrowni Opole, awaria tych bloków na 99 proc. zakończy się awarią systemową”.
Na tej samej konferencji Piotr Woźniak, minister gospodarki w latach 2005–2007, przypomniał, że wszystko to dzieje się w sytuacji, gdy ceny hurtowe energii w Polsce są wyższe niż niemal u wszystkich naszych sąsiadów. Słono płacimy za przez lata niereformowany i coraz bardziej niewydolny system. Uderza to w klientów indywidualnych, ale przede wszystkim w przemysłowych odbiorców energii. Henryk Kaliś, prezes Izby Energetyki Przemysłowej i Odbiorców Energii, zwraca uwagę, że niemieccy odbiorcy przemysłowi kupują energię systemową po 30 euro za 1 MWh, gdy polscy odbiorcy płacą 40 euro za 1 MWh:
„W Niemczech jest gigantyczny poziom dotowania, ale głównie przez odbiorców indywidualnych, tych pieniędzy starcza zarówno na funkcjonowanie energetyki zawodowej, jak i na funkcjonowanie przemysłu. W Polsce mamy problemy z tym finansowaniem. Trwa coś w rodzaju targu i ten targ polega na tym, że różne technologie próbują udowodnić, że one są najlepsze i to im dofinansowanie jest potrzebne. Aby te spory zakończyć, trzeba określić optymalny krajowy miks energetyczny”.
Miks energetyczny
Jak w tej sytuacji będzie wyglądała polityka energetyczna rządu Beaty Szydło? Piotr Maciążek, ekspert portalu Defence24.pl, stwierdza, że Polska pod rządami PiS ma zamiar w perspektywie długoterminowej oprzeć swój miks energetyczny na węglu i gazie. Wskazuje na to choćby zapowiedź pani premier dotycząca budowy drugiego polskiego terminala LNG w okolicach Gdańska. Niewykluczone także, że w najbliższym czasie w rozmowach międzynarodowych powróci kwestia wstrzymanego przez gabinet Leszka Millera projektu Baltic Pipe, czyli gazociągu, za pośrednictwem którego gaz z Norwegii trafiałby do Polski. A co z węglem? Zdaniem premier Szydło to właśnie węgiel brunatny powinien stanowić istotny element polskiego miksu energetycznego. Z kolei Piotr Naimski mówił w Sejmie, że należy budować w kraju nowe elektrownie węglowe na polski surowiec ze Śląska. Jak podkreślał, „to plan nie na jedną kadencję, ale na czterdzieści lat”.
27 października weszła w życie ustawa, na mocy której możliwe jest stworzenie trzech nowych działów administracji rządowej, w tym działu dotyczącego energii. W praktyce oznacza to możliwość utworzenia Ministerstwa Energii, a także powołania pełnomocnika rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej. Urząd ministra najpewniej obejmie Krzysztof Tchórzewski, który niedawno podkreślał, że nowe ministerstwo będzie się zajmowało tworzeniem polityki energetycznej nie tylko dzięki kontroli nad spółkami górniczymi i energetycznymi, ale także przez wpływ na wykorzystanie surowców. To oznacza, że po latach dryfu polska polityka energetyczna ma szanse nabrać mocy.