Osądzą się
„Nikt nie może być sędzią w swojej sprawie”. Nie jestem prawnikiem, ale od szkoły podstawowej uczono mnie, że to jedna z najważniejszych zasad prawa rzymskiego.
Gdyby coś takiego zrobił asesor bez doświadczenia, miałby dyscyplinarkę, bo naruszył podstawowe zasady sprawowania swojej funkcji. Pikanterii dodaje fakt, że kilku sędziów trybunału brało udział w procedowaniu spraw, które zamierzają rozpatrywać. Jeżeli w Polsce ma na serio istnieć instytucja, która broni prawa, to żaden sędzia TK nie może rozpatrywać zgodności z prawem ustaw dotyczących tegoż trybunału. Być może było błędem, że w konstytucji tego nie zapisano, ale z drugiej strony, czy tak oczywista zasada musi być zapisywana? Czy sprawy dotyczące trybunału nie powinny podlegać sądowej weryfikacji? Rozwiązań jest kilka. Można wprowadzić jakiś specjalny tryb procedowania ustawy o TK. Można też decyzje w sprawie skarg dotyczących tej instytucji oddać Sądowi Najwyższemu. Albo po prostu można uznać, że takich spraw się nie rozstrzyga w sądzie i już (trybunał nie rozstrzyga np. zmian w konstytucji). Obecnie mamy wyłącznie cyrk.