Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Jan Pospieszalski,
21.08.2015 21:34

Historia jednej szkoły

Podczas wakacyjnych wędrówek trafiłem do małej miejscowości w Polsce centralnej, odległej o 35 km od miasta wojewódzkiego. W środku wsi najbardziej okazałym obiektem jest stara szkoła.

Podczas wakacyjnych wędrówek trafiłem do małej miejscowości w Polsce centralnej, odległej o 35 km od miasta wojewódzkiego. W środku wsi najbardziej okazałym obiektem jest stara szkoła. Miejscowi mówią „stara”, choć budynek stary wcale nie jest. Pochodzi z lat 60., a pod koniec lat 80. został rozbudowany i zmodernizowany. Pojawiła się wtedy duża świetlica i sala gimnastyczna. Na początku lat 90. ponad trzysta dzieciaków wypełniało klasy, korytarze i boisko. Nastał czas zmian, transformacji i reform. Najpierw reforma samorządowa i przekazanie szkół gminom, potem reforma oświaty. Równolegle zmieniało się też otoczenie. Zamknięto przetwórnie, likwidowano okoliczne zakłady, ludzie zaczęli uciekać do miasta. W szkole z każdym rokiem robiło się luźniej. Do pierwszych klas zgłaszało się coraz mniej dzieci, a po reformie oświaty starsze gimbusem odjechały do sąsiedniego miasteczka. W połowie pierwszej dekady XXI w. zaczęto otwarcie mówić o likwidacji szkoły. Gdy 1 września na rozpoczęciu roku szkolnego w sali gimnastycznej było tylko siedemdziesięcioro uczniów, władze gminy, dyrekcja szkoły i rodzice wiedzieli, że to ostatnia taka uroczystość w tych murach. W następnym roku szkolnym każdego ranka autobus zabierał dzieci do miasteczka, a szkołę przejął lokalny przedsiębiorca. W budynku przeprowadzono remont. Salę gimnastyczną połączono ze stołówką i zamieniono na salą bankietową, a w klasach urządzono pokoje. Teraz szkoła stała się nowoczesnym domem weselnym. Przedsiębiorca słusznie zauważył, że dzieciakom, które kilkanaście lat temu rodzice odprowadzali do szkoły, dziś w tych murach wyprawiają wesela. Pokazuje z dumą kalendarz rezerwacji wypełniony na kilkanaście miesięcy naprzód. Weselny biznes kręci się znakomicie. Czy to pewny interes? Na razie tak. Czy będzie tak zawsze?  Nie wiadomo. Sporo młodych wyjechało. Jedni studiują, inni znaleźli pracę, jeszcze inni są za granicą. Ci do żeniaczki się nie spieszą. Kiedy wpadają tu z Belgii czy Irlandii, mówią, że najłatwiej dostać pracę przy opiece nad starszymi osobami. Sporo tam pensjonatów i domów starców. Potrzebują do pracy zdrowych i silnych ludzi. Przedsiębiorca mówi, że do nas też to przyjdzie. W Konstancinie pod Warszawą jego znajomy otworzył taki dom, ma komplet, więc otwiera drugi. On też o tym myśli. Jak się skończy biznes na weselach, a przecież kiedyś się skończy, tak jak się skończyła szkoła, to się zmieni branżę. W dawnej szkole, a dzisiejszym domu weselnym, będzie dom starców.
 
* * *
 
Według danych GUS w pierwszym półroczu 2015 r. przyszło na świat 180 tys. Polaków. Ponieważ zwykle drugie półrocze jest analogiczne, do końca tego roku urodzi się 360 tys. obywateli. Oznacza to, że rok 2015 będzie najgorszy pod względem urodzeń od 2004 r. Dla porównania: w 1983 r. urodziło się ponad 723 tys. dzieci, czyli dwukrotnie więcej niż w tym roku. To właśnie dzieci urodzone na początku lat 80. zaludniały tamtą wiejską szkołę, a w drugiej połowie pierwszej dekady naszego wieku zaczęły żenić się i zakładać rodziny. Statystyki pokazują, że pokolenie dzieci jest o połowę mniej liczne niż pokolenie rodziców. Oznacza to, że starymi rodzicami nie będzie miał się kto opiekować. W dzisiejszych domach weselnych będą musiały powstawać domy starców. Tylko kto w nich będzie pracował?

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane