Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Marcin Wolski,
19.06.2015 19:22

Dekompozycja

Są takie momenty w procesach historycznych, kiedy kropla przelewa kielich i do wyboru pozostają już wyłącznie rozwiązania złe i gorsze.

Są takie momenty w procesach historycznych, kiedy kropla przelewa kielich i do wyboru pozostają już wyłącznie rozwiązania złe i gorsze. Zastanawiam się, kiedy ten punkt osiągnęła Platforma Obywatelska? Jeszcze rok temu wydawało się, że afera podsłuchowa ujdzie jej na sucho – premier z wicepremierem uciekli, śmieci zamieciono pod dywan i wiele wskazywało, że sytuacja wróciła do normy. A potem przyszły sfałszowane na rympał wybory samorządowe. Pełna głupota, ponieważ fałszerstwa były absolutnie zbędne. Nawet gdyby utrzymały się wyniki z sondaży powyborczych, nie groziło to niczym poważnym. Może utratą władzy w jeszcze jednym województwie, może lepszą reprezentacją opozycji w sejmikach. Nic więcej. Instynkt kanciarza okazał się silniejszy. I obudzono „wielkiego niemowę”. Gniew społeczny zaowocował nie bezmyślnym protestem, lecz świadomymi inicjatywami, z których najważniejszą jest Ruch Kontroli Wyborów. Podobnie pycha obozu prezydenckiego musiała wreszcie doprowadzić Duży Pałac do upadku. Fatalna, arogancka i buńczuczna kampania Komorowskiego była gorsza, niż gdyby jej w ogóle nie było. Po klęsce – nie paroma procentami, bo poziom startu wyznaczało sześćdziesięcioparoprocentowe poparcie „Bigosu” i kilkunastoprocentowe „Budyniu” – dalsze osuwanie się w niebyt było już nieuchronne, a zamiast pytania, czy Platforma przegra, należało postawić inne – jak wielka to będzie przegrana? Czy Partia Obciachu zachowa mniejszość blokującą i, co prorokowałem co najmniej od roku, czy w ogóle przetrwa?

Jak na razie sprawdza się scenariusz nakreślony w wierszyku do „Codziennej” o japońskim dominie. Upadek klocka o nazwie Komorowski nieuchronnie pociągnął następne. W obozie władzy nastąpiło rozprężenie i panika, a Naczelnej Histeryczce III RP najzwyczajniej puściły nerwy. I mamy powtórkę z dekompozycji, znaną ze schyłkowego okresu AWS-u i SLD. Kryzys przywództwa, niezborne, sprzeczne ze sobą działania, w dodatku zawsze spóźnione, coraz bardziej widoczną walkę frakcji, próby ratowania się na własną rękę za pomocą nowych (lub udających nowe) bytów politycznych, dymisje w ekipie władzy. Twierdzę, że czeka nas niedługo upadek pani premier, potem (lub przedtem) zdrada koalicjanta, pęknięcie „partii władzy” i jesienny wielki łomot. A wcześniej, i to dla rządzących będzie najcięższe, pojawi się utrata wiary w sukces wśród najtwardszego elektoratu.

Czy można odwrócić ten bieg zdarzeń? Cóż, możliwość „bratniej pomocy” wyklucza ciągle walcząca Ukraina, a i Siemoniaka trudno wyobrazić sobie w ciemnych okularach.

PO faktycznie dość długo nie miała z kim przegrać – teraz może się zdarzyć, że nie przystąpi nawet do boju, czmychając przed kelnerami, Stonogą, a zwłaszcza milionową „armią protestu”, tworzoną przez antysystemowców, do których całe lata przy pomocy swoich propagandystów usiłowano wtłoczyć PiS.

Udało się!

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

NAJNOWSZE