Duchowa schizofrenia
Propagatorzy antychrześcijańskiej ideologicznej konwencji pchają się przed ołtarz.
Po śmierci Władysława Bartoszewskiego wyczuwalne było oczekiwanie mainstreamu, jak zareagują liderzy prawicy, jak zachowa się PiS. Nadstawiano uszu, czy dla Jarosława Kaczyńskiego, Andrzeja Dudy śmierć byłego więźnia Auschwitz, uczestnika Powstania Warszawskiego, antykomunisty nie stanie się przyczynkiem do oceny jego zaangażowania politycznego z ostatnich lat. Czekano, kto pierwszy nie wytrzyma i przypomni słowa, jakie padły pod adresem opozycji i jej elektoratu. Na próżno. O zmarłym wypowiadano się godnie, z należnym szacunkiem, podkreślając tylko piękne karty biografii. Do dnia pogrzebu. Tym, który złamał tę zasadę, okazał się Donald Tusk. Przypominając buczenie podczas obchodów rocznicy Powstania, w pośredni sposób przywołał zachowania zmarłego, o których zgodnie uznano, że należy milczeć. Natychmiast stanęły nam przed oczami obrazy z 2010 r. i tamtej kampanii Bronisława Komorowskiego i ogłoszona przez Andrzeja Wajdę wojna polsko-polska. Wspominając reakcję ludzi, Donald Tusk wskazał tym samym powód tych zachowań – przykłady werbalnej agresji wobec opozycji, nazwane później przemysłem pogardy. Takie sytuacje nie zdarzają się przypadkiem. To świadome wejście Tuska w rolę, którą dobrze zna i w której czuje się najlepiej. Dzieje się to przy trumnie zmarłego, podczas katolickiej ceremonii pogrzebowej, w świętym miejscu, w katedrze. Okazuje się, że dla realizacji doraźnego politycznego interesu nie ma niestosownej okazji ani miejsca. Cesarz zjednoczonej Europy z właściwym sobie taktem i kulturą pokazał, gdzie ma szacunek dla zmarłego i majestatu chrześcijańskiego obrzędu. Ale nie tylko słowa Tuska budzą zdumienie. Oto prezbiterium świątyni, jednej z najważniejszych dla polskiego Kościoła i polskiej historii, staje się areną występów polityków. Ceremonia pogrzebu miała określony program i rozgrywała się w kilku miejscach, ale liderzy Platformy wybrali właśnie katedralną ambonę. Propagatorzy antychrześcijańskiej ideologicznej konwencji pchają się przed ołtarz. Zwolennicy sztucznego zapłodnienia i aborcji niepełnosprawnych dzieci przemawiają z miejsca, z którego głoszone jest Słowo Życia. Notoryczni kłamcy pouczają stąd, skąd proklamowany jest Dekalog.
* * *
To wszystko dzieje się dokładnie dzień po wygłoszeniu przez abp. Stanisława Gądeckiego niezwykle poruszającej homilii. 3 maja przewodniczący Episkopatu przypomniał na Jasnej Górze politykom, czym jest duchowa schizofrenia. Głębokim fałszem nazwał głoszenie prawd sprzecznych z nauką Kościoła. Arcybiskup przywołał słowa papieża Benedykta XVI, że są wartości, które nie podlegają żadnym negocjacjom. „Są to: szacunek i obrona ludzkiego życia od poczęcia aż do naturalnej śmierci, rodzina oparta na trwałym małżeństwie mężczyzny i kobiety, prawo-obowiązek rodziców do wychowania dzieci oraz promocja dobra wspólnego we wszystkich jego formach W wyżej wymienionych kwestiach (...) nie może być mowy o kompromisie”. Arcybiskup Gądecki przypomniał też przestrogę św. Augustyna o tym, co czeka nas, gdy lekceważymy prawo Boże. „Wtedy nasze przedsięwzięcia doprowadzą nas prędzej czy później do zguby. Wszelka władza, która nie respektuje prawa Bożego, prędzej czy później staje się bandą złoczyńców”. Nie wiem, co się musi stać, by liderzy Platformy, z prezydentem na czele, otworzyli się na napomnienia płynące z Jasnej Góry, skoro stojąc w obliczu majestatu śmierci, przy trumnie, nie są w stanie zachować odrobiny dystansu, podporządkowując wszystko logice walki wyborczej.