Historię gigantów opowiedzą karły
Muzeum Historii Polski nie powstanie na osi saskiej ani przy pl. Na Rozdrożu – nad Trasą Łazienkowską.
Jak wielką rolę mają muzea w budowaniu samoświadomości narodu, dobrze wiedzieli politycy XX-lecia międzywojennego. W kraju, który borykał się z najróżniejszymi problemami, gdy scalano ziemie Rzeczypospolitej, gdy odbudowywano rozgrabioną infrastrukturę przemysłową, z rozmachem podejmując nowe inwestycje, wybudowano trzy wielkie muzea. Muzeum Narodowe w Warszawie wzniesione w latach 1927–1938 jako modernistyczny, imponujący gmach, zlokalizowany przy reprezentacyjnych Alejach Jerozolimskich.
W Krakowie Muzeum Narodowe miało już 50-letnią tradycję. Jednak władze uznały, że prestiż królewskiego grodu i wspaniałe zbiory zasługują na nową siedzibę. Od 1934 r. rozpoczęto budowę i choć do wybuchu wojny nie udało się ukończyć wszystkich prac, wspaniała sylwetka gmachu Muzeum Narodowego zachwyca do dziś, świadcząc o śmiałej wizji i rozmachu państwowego inwestora. Za to w rekordowym tempie udało się wybudować Muzeum Śląskie. W latach 1936–1939 ukończono i wyposażono monumentalny ośmiokondygnacyjny gmach o kubaturze 90 000 m sześc. Inwestycja technologicznie należała do najnowocześniejszych na świecie. Zastosowano tu m.in. otwierane na fotokomórki automatyczne drzwi, klimatyzację, system kontroli ciśnienia, centralne ogrzewanie z radiatorami umieszczonymi w sufitach, windy i ruchome schody. To wszystko zaledwie w trzy lata. Uroczyste otwarcie zaplanowano na wiosnę 1940 r. Po wkroczeniu Niemców jednym z pierwszych ich posunięć była decyzja o rozbiórce. W żadnym z okupowanych krajów hitlerowcy nie dokonali takiego barbarzyństwa. Przy wyburzaniu pracowali więźniowie z Auschwitz, a niszczenie trwało dłużej niż budowanie – do 1944 r. Niemieckie władze, zresztą tak jak władze niepodległej Polski, doskonale wiedziały, że wielkość narodu to nie tylko siła wojskowa, ale też potęga ducha wyrażona przez kulturę. By skutecznie podbić wroga, nie wystarczy pokonać go militarnie, należy pozbawić go kulturowego i duchowego dziedzictwa. Mimo upływu dziesięcioleci i gwałtownych zmian idea muzeum jako instytucji i miejsca, które ma swoją misję, nie traci na ważności. Przykłady dobrze nam znane to Muzeum Powstania Warszawskiego czy Muzem Historii Żydów Polskich „Polin”.
* * *
Po cichu i bez specjalnego rozgłosu prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz ogłosiła lokalizację dla Muzeum Historii Polski. Po dziewięciu latach wirtualnego istnienia placówki i realnego istnienia zespołu muzeum wreszcie będzie miało siedzibę. Nie będzie to niestety wymarzona przez śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego lokalizacja na osi saskiej. Muzeum nie powstanie też, jak planowano, nad Trasą Łazienkowską, tuż obok pl. Na Rozdrożu. Władze Warszawy zdecydowały, że tysiącletnią historię Polski należy zamknąć w murach rosyjskiej cytadeli. To nie żart! W gmachu, który po powstaniu listopadowym zbudowano jako narzędzie represji z rozkazu cara i za pieniądze zrabowane z polskiego Banku, decyzją pani prezydent umieszczona zostanie opowieść o fenomenie historii wielkiego narodu. W murach, które są symbolem pohańbienia, niezliczonych cierpień i zniewolenia, chcemy pokazać potomnym i gościom ze świata wielkość naszych dziejów. A te nie były tylko martyrologią. W naszej tysiącletniej historii jest nieco więcej niż szubienice i ściana straceń. Narracja muzealna to nie tylko koncepcja programowa, scenariusz ekspozycji, multimedia czy wydarzenia. To umiejetność zawarcia w sposób symboliczny idei. Forma zewnętrzna, kontekst, architektura potrafią powiedzieć nieraz więcej niż niejedna ekspozycja. Jak skarlałą wizję Polski i jej historii mają ludzie, którzy wpadli na ten pomysł. Jak bardzo pozbawieni są wyobraźni. Nie wymagam wiele od obecnej pani prezydent. Po 10 kwietnia 2010 r. pokazała, na co ją stać. Zdumiewa mnie natomiast postawa kierownictwa i członków rady muzeum. Jeśli wyrazili zgodę, fatalnie to wróży całej koncepcji muzeum.