Król obciachu
Od kilku lat ostrzegamy, że po prawej stronie naszej sceny politycznej Moskwa próbuje stworzyć własną, bardzo narodową i patriotyczną prawicę.
Głównym nośnikiem moskiewskiej propagandy miał być obóz Bronisława Komorowskiego. Problem w tym, że obóz ten bardzo radykalnie się podzielił. Jedni już zameldowali się u Wuja Sama, inni cały czas raportują u strasznego dziadunia. Efekt tego jest arcyzabawny. Spójnie budowany obraz wokół prezydenta się rozsypał.
Wielu ludzi zastanawia się, czy Bronisław Komorowski ma jakieś problemy zdrowotne? Przepraszam, a czy był zdrowy, kiedy chciał wydobywać gaz w kopalniach odkrywkowych? Jego wypowiedzi o powodzi sprzed pięciu lat też raczej nie wystawiają mu świadectwa przytomności. Wykład o bigosowaniu przedstawiony w USA wzbudził podejrzenie nadużywania jakichś poważnych środków.
Dlaczego więc teraz bardziej się tym przejmujemy? Dlaczego przez pięć lat było niemal cicho o wyczynach prezydenta? Bo nikt nie miał odwagi powiedzieć, że król jest nagi. Różnica pomiędzy rzeczywistością opisywaną przez Andersena a obecną jest taka, że wtedy nie było trybu wyborczego. Dzisiaj nawet dzieciak, który zobaczyłby pewne niedociągnięcia w wyglądzie prezydenta, zostałby natychmiast osądzony. A mimo to jego wyczyny w Kraju Kwitnącej Wiśni w parlamencie i wypowiedzi na wiecach, których nie powstydziłaby się nawet Magdalena Ogórek, zostają zauważone i czynią Komorowskiemu wielkie krzywdy. Cóż takiego się stało? Jego ludzie mają teraz zupełnie inne problemy: przede wszystkim z kim tu trzymać. W tej sytuacji nie mają czasu biegać za swoim królem i zasłaniać go, gdy w samych gaciach wybiegnie na ulicę.