Déjà vu
Konfederacja targowicka była reakcją na nowinkarskie uchwały Sejmu Wielkiego. Tradycjonaliści i patrioci przeciwstawiali się manipulacjom i zepsuciu idącemu z Zachodu.
Konfederaci zwracając się o pomoc, ułatwili rajd motocyklowy – przepraszam: kawalerii i piechoty rosyjskiej, który miał pomóc w utrwaleniu pokoju, dobrych stosunków i przywróceniu odebranych praw. Chyba w żadnej innej deklaracji tyle razy nie padło słowo „naród” i tak wiele nie mówi się o pokoju i wolności.
Po wejściu wojsk rosyjskich caryca zamiast z konfederatami, dogadała się z Prusami i podzieliła z nimi Polskę. Konfederaci doszli do wniosku, że ich oszukano. Chodziło im przecież tylko o interes ojczyzny i zagrożone przez obce siły wartości. Jednak nikt ich już nie słuchał. Polska przepadła na 120 lat, a konfederatów powiesili mieszkańcy Warszawy, którzy dwa lata później podnieśli bunt przeciw carycy.
Do dziś uczestnicy targowicy są symbolem zdrady.
A tacy byli zacni i tyle mieli dobrych chęci!