Podpalacze
W kampanii prezydenckiej coraz częściej pojawiają się propozycje, by nie drażnić Rosji.
Zwykły człowiek ma prawo tak myśleć. Osoby odpowiedzialne za kraj i opinię publiczną muszą jednak powiedzieć ludziom prawdę. Chowanie głowy w piasek nie tylko doprowadzi do jeszcze większej masakry na Ukrainie, ale także wcześniej czy później dotknie Polskę. Rosja nie musi tu nawet wprowadzać swoich czołgów. Wystarczy zorganizować kilka pożarów obiektów publicznych, parę ataków terrorystycznych, trochę zamieszania w ekonomii czy życiu społecznym. Polska może zostać błyskawicznie zdestabilizowana, jeżeli nie będzie gotowa do stanowczych działań. Jednym z takich działań jest pomoc Ukrainie. USA zdecydowały się wysłać do Lwowa batalion żołnierzy. My nie musimy nawet wysyłać tam wojsk. Wystarczy dać Ukraińcom odpowiednią broń. Porady kretynów, którzy twierdzą, że nie pomagając napadniętemu, by się bronił, zmniejszamy agresję napadającego, mogą pojawiać się wyłącznie w kraju, w którym polityk nie musi odpowiadać za totalny blamaż.
Już bardziej rozumiem Niemców. Nie chcą zwycięstwa Ukrainy, bo w Rosji utopili setki miliardów euro i całą swoją nadzieję na wielki rozwój. Polacy do tej sprawy mają zupełnie inne podejście. W naszym interesie leży odepchnięcie Rosji jak najdalej od naszych granic. To daje nam szansę na życie w pokoju. Wszyscy, którzy radzą inaczej, to zdrajcy albo idioci-podpalacze. A na pożar, niestety, możemy czekać niedługo.