Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Marcin Wolski,
27.11.2014 17:08

Ukradzione zwycięstwo

Od dziecka miałem ogromny podziw dla iluzjonistów. Dawałem się nabierać na rozmaite sztuczki i nigdy nie udało mi się dowiedzieć, jak to się robi. Artyści chronili dobrze swoich tajemnic.

Od dziecka miałem ogromny podziw dla iluzjonistów. Dawałem się nabierać na rozmaite sztuczki i nigdy nie udało mi się dowiedzieć, jak to się robi. Artyści chronili dobrze swoich tajemnic. Mniej więcej tak dobrze jak Państwowa Komisja Wyborcza po szkoleniach w Moskwie. Dlatego dziś, choć z grubsza wiemy, co zrobiono, próba ustalenia, jak to zrobiono, czy przeprowadzenia w tej sprawie śledztwa wygląda beznadziejnie.

Władza będzie bronić dostępu do worków z głosami równie skutecznie jak Rosjanie wraku tupolewa. Pozostają jedynie własne szare komórki, jak mawiał Herkules Poirot, i obejrzenie sprawy od drugiej strony – od widocznego kontekstu.

Sytuacja wyjściowa jest taka: spada na łeb, na szyję poparcie PO, rośnie PiS-u. Pierwszy wyłom w paśmie siedmioletnich zwycięstw mógłby uruchomić kulę śnieżną. Należy do tego nie dopuścić! Dać opozycji minimalną wygraną, sprawiając zarazem, żeby nawet tam, gdzie wygra, nie mogła rządzić w sejmikach (zwłaszcza że stawką jest szmal z Unii). Jednocześnie trzeba uniknąć roli głównego podejrzanego. Kto ma ukraść głosy opozycji? Koalicjant bieżący – PSL czy ewentualny – SLD? Wybiera się ludowców, elektorat lewicy postanawiając jak najszybciej wchłonąć przez coraz bardziej lewicową Platformę. Oczywiście przy okazji zdarzają się przedobrzenia, jak 1000-proc.  przyrost głosów na ludowców w mieszczańskiej Gdyni czy dramatycznie rozjeżdżające się z sondażami wyniki w woj. świętokrzyskim czy śląskim.

Dla dobrego iluzjonisty niebagatelną sprawą są odpowiednie dekoracje. Np. dym, światło, muzyka, odwracanie uwagi. Taką rolę odegrała podczas ostatniego seansu afera z systemem elektronicznym, sprawiająca, że ludzie skupili się na PKW, odpuszczając to, co działo się na szczeblach pośrednich, a dymisja „leśnych dziadków” dała namiastkę satysfakcji. Winnymi okazali się asystenci. Prawdziwi iluzjoniści pozostali w cieniu. Skądinąd warto przypomnieć dramaturgię kapania wyników. Miało to charakter powolnego znieczulania – pierwsze pojawiły się rezultaty z okręgów, w których PiS i tak zwyczajowo przegrywało, potem z kilku, w których pozwolono mu wygrać albo przewaga była tak wielka (podkarpackie), że nic nie dało się zrobić. Ciekawa okazuje się geografia zidiocenia (jeśli za wynik miałaby dopowiadać głupota wyborców) – z jakiego powodu najwięcej głosów nieważnych padło w skrzętnej, gospodarnej Wielkopolsce, a mniej błędów popełniały masy ludowe Podlasia i Podkarpacia? Na ostatniej prostej przykryto wszystko incydentem w PKW, strasząc lemingów widmem rewolucji.

Efekt – znowu kłania się Smoleńsk. Jestem przekonany, że w głębi ducha większość świadomych zwolenników obecnej władzy wie, iż dokonał się przekręt. Ale z góry go rozgrzesza. Mając do wyboru Białoruś czy IV RP, rękami i nogami będzie wspierać rodzimych Łukaszenków. A PiS nie ma dobrego wyjścia:  radykalizując społeczeństwo – wystraszy jego większość, nie robiąc nic – przyzwoli na jeszcze większe fałszerstwa. Paradoksalnie wiele zależy od Leszka Millera. Od jego woli wydania wojny „iluzjonistom”. Których metody zna.

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

NAJNOWSZE