Teatrzyk z lepszą kukiełką
Dwa tygodnie obróbki zrobiły swoje. Pani premier czytała ze zrozumieniem i płynnie. Unikała komentarzy, co spowodowało gwałtowny wzrost poziomu jej wystąpienia.
Wyborców PiS‑u zadowoliła, odcinając się od byłego szefa (Donald Tusk) i cytując żywcem niektóre fragmenty programu partii Kaczyńskiego. Ale szczęście spłynęło też na innych. Właściwie każdy powinien być zadowolony. Pieniądze dostaną wszystkie grupy społeczne, a środków w budżecie przybędzie z dnia na dzień. Amerykanów pogłaskała, chcąc sprowadzać ich wojska do Polski, Rosjan – zamrażając wydatki na naszą armię do 2016 r., Ukraińców tym, że nie będzie rozrzedzała polityki UE wobec Rosji. Prezydent dostał resorty siłowe, Schetyna MSZ i Andrzeja Halickiego z wojewodami, koleżanki z pracy po ministerstwie, a elektorat taką miłą panią premier. Zupełne przeciwieństwo podobnej do niej pani marszałek, która zamykała ludziom usta, a lojalność wobec szefa partii stawiała ponad reguły demokracji. Przypomina się słynny dowcip premiera Cyrankiewicza, który komentując wśród przyjaciół swój wyjazd na Zachód, stwierdził: „Ludzie – oni mnie traktowali tak, jakbym naprawdę coś znaczył”. Ciekawe, czy pani premier też wierzy, że coś znaczy?