Kariera niby-premiera
Do listopada Donald Tusk będzie tytułowany podwójnie. Będąc wybranym już przewodniczącym Rady Europejskiej, czekającym na objęcie urzędu, pozostanie premierem RP.
Po pierwsze, jako premier Tusk nie powinien brać pod uwagę dobra całej UE, a zwłaszcza jej najsilniejszych graczy, a tu pojawia się ryzyko, że pełniąc funkcję szefa polskiego rządu, będzie bardziej lojalny względem instytucji paneuropejskich. Będzie premierem skrępowanym. Po drugie, w rozmowach dotyczących Polski będzie uznawany za ustępującego premiera i to w czasie, gdy rozstrzyga się kwestia jej bezpieczeństwa w najbliższych latach. To znacząco osłabia jego pozycję negocjacyjną i gotowość partnerów do uzgadniania z nim wieloletnich zobowiązań. Kto wie, jaki będzie następca Tuska, mogą się zastanawiać. Nawet jeśli z tego samego obozu rządzącego, to może okazać się kimś skłonnym do nierealizowania ustaleń poprzednika. Dlatego, zważając na polski interes, Tusk powinien ustąpić niezwłocznie i przekazać tekę następcy. Ale teraz wewnątrzpartyjne biorą po raz kolejny górę. Czekają nas dwa miesiące z nibypremierem.