Dwie granice Polski
Polska posiada dwie granice naturalne i dwie granice wyznaczone przez styk kultur.
Jednak ani oni, ani Polacy nie mieli wątpliwości, gdzie mieści się kolebka własnych narodów. Na południu pas gór okazał się niezłą granicą naturalną, choć nie tak szczelną jak woda. W owych górach zamieszkały mniejsze, ale często równie ambitne narody, jak Słowacy, Morawianie czy wreszcie aspirujący do wielkości Czesi. Za pasmem gór na nizinach zamieszkali przybyli nie do końca wiadomo skąd Węgrzy. Różni od nas, ale fascynujący i nęcący tak do alkowy, jak i mariaży politycznych. Te właśnie przesądziły o wielosetletniej historii Polski.
Kluczowe kierunki
Granice naturalne spowodowały, że Polacy bardziej musieli patrzeć na Wschód i Zachód. Za Odrą, a wcześniej za Łabą, rozciągały się kraje opanowane przez Germanów, którzy po zdobyciu Rzymu rządzili w Europie, aspirując do roli starożytnego cesarstwa zachodniorzymskiego. Na szczęście dla nas Germanie też ulegali podziałom, tworząc dwie główne zbiorowości: niemiecką i francuską. Najbardziej agresywne państwo niemieckie, które na wzór Rzymu ogłosiło się cesarstwem, podbiło mniejsze ludy słowiańskie, zupełnie je germanizując i rozszerzając obszar swojego panowania aż do Odry. Wkrótce w zależność od nich popadli Czesi, a Polska stała się stałym terenem najazdów. Niemcy nie mogli więc być naszym naturalnym sojusznikiem, bo nie traktowali Polaków jak partnera. Słabe granice naturalne powodowały, że ich wojska ciągle napadały na Polskę, która oddawała im kolejne terytoria.
Na Wschodzie granice były równie słabe jak na Zachodzie, ale ludy tam mieszkające podobne do nas – Słowianie – nie miały zdolności podboju całej Polski. Wyróżniła je religia. O ile Polacy przyjęli religię z Rzymu, a przez to weszli w krąg kultury zachodniej, to Słowianie Wschodni zostali ochrzczeni przez Bizancjum, przyjmując wzory i tradycje cesarstwa wschodniego.
Piastowska geneza unii
Granicą na Zachodzie stała się więc inna nacja, a na Wschodzie inne wyznanie. To drugie, choć nas odróżniło od Słowian wschodnich, nie było aż tak silną barierą jak język. Polacy zostali więc ukształtowani pierwotnie jako Słowianie, którzy przyjęli religię z Rzymu. Plemię było na tyle silne, że zachowało swoją tożsamość przed nawałą germańską. Z kim więc mogli współpracować? Z innymi plemionami słowiańskimi, małymi, ale bitnymi ludami na północy i Węgrami. Oczywiście na tereny dzisiejszej Polski przenikały nacje z innych części świata: Ormianie, Żydzi, Niemcy i Tatarzy. Plemiona zamieszkujące te tereny mogły się zamknąć na kooperację z innymi nacjami, ale to by oznaczało powolne osaczanie przez Germanów z zachodu oraz ludy tureckie i mongolskie ze wschodu. Tereny na wschód od Polski były mało zamieszkane i stały otworem dla podboju ze wszystkich stron świata. Z krajów słowiańskich tylko Polska była na tyle silna, by móc je integrować. Co jednak zrobić z wielką barierą kulturową wynikającą z przyjęcia przez Słowian wschodnich innej religii? Ten model wypracowywano przez wieki. Z jednej strony powołano unię brzeską, tworząc Kościół o obrządku wschodnim zależnym od Rzymu. Z drugiej strony, po prostu próbowano żyć razem, ciesząc się różnicami. Słowianie wschodni mieli na tyle słabą państwowość, że zostali podbici przez niewielki, ale bitny naród litewski. To zresztą ułatwiło ich integrację z Polską.
Proces budowy unii narodów na tych terenach nie został rozpoczęty po śmierci ostatniego króla Piasta. Tak naprawdę jego najbardziej intensywny okres trwał w czasie podziału dzielnicowego i wręcz tym podziałem był wymuszony. Książęta rządzący dzielnicami Polski, nie mogąc znaleźć wzmocnienia swojej władzy w kraju, brali sobie za żony księżniczki ruskie, węgierskie, czeskie czy wreszcie niemieckie. O ile mariaże z Niemcami czy uzależnionymi Czechami okazały się strategicznie groźne dla Polski, bo kończyły się odpadaniem od kraju kolejnych dzielnic, a następnie ich germanizacją, to mariaże węgierskie i ruskie zaowocowały najdłuższą w historii Europy unią – unią polsko-litewską (a później także ukraińską).
Od morza do morza
Dlaczego panowie polscy po śmierci ostatniego Piasta wybrali na tron króla Węgier – bo sprawa była już dawno umówiona. Militarna i polityczna współpraca Polski z Węgrami trwająca za czasów Kazimierza Wielkiego doprowadziła do oddania polskiej korony Ludwikowi. W tym czasie Kazimierz próbował budować sojusz z Litwą i pojął za żonę córkę Wielkiego Księcia Litewskiego Giedymina. Książę włodzimiersko-halicki podarował mu w testamencie swój tron, czyli znaczne tereny dzisiejszej Ukrainy. Skala działalności zjednoczeniowej wtedy była o wiele większa, niż nam się to dzisiaj wydaje, a prawdziwym jednoczycielem narodów Europy Środkowo-Wschodniej był ostatni król Piast Kazimierz, nie na darmo zwany Wielkim. Oczywiście nie obyło się bez niesnasek i małych wojen, ale rzucone ziarno zakiełkowało już wkrótce. Po śmierci Kazimierza stworzono unię personalną z Węgrami, która obejmowała tereny od Adriatyku (w państwie Ludwika znaleźli się również Słowianie Południowi) aż do ziem nieodległych od Morza Czarnego.
Państwo to dawało nowe przywileje szlachcie, idąc w przeciwnym kierunku niż kraje germańskie, które w następnych wiekach stawały się absolutystyczne.
Gracze kategorii ciężkiej
Symbolem jedności narodów Europy Środkowo-Wschodniej stała się św. Jadwiga – córka króla Węgier i Elżbiety Bośniaczki. Jej rodzinne korzenie sięgały więc nie tylko Budy, ale także Bałkanów. Jadwiga była dziedziczką tronu Węgier, a za jej panowania doszło do największego sojuszu w Europie – wspomnianej już Unii polsko-litewskiej. Tereny od Morza Bałtyckiego aż po Morze Czarne, a na Wschodzie całość ziem ruskich nieopanowanych przez Złotą Ordę, stały się jednym organizmem politycznym. Poprzez sojusz z Węgrami organizm ten sięgał niemal środka Europy. Jagiełło, mąż Jadwigi i król Polski, otrzymał również propozycję objęcia tronu czeskiego. Jednak świeżo nawrócony na chrześcijaństwo, znajdując się na ścieżce wojennej z zakonem krzyżackim, nie chciał przyjmować korony od wojujących z papiestwem husytów. Nie zmieniło to faktu, że Jagiellonowie pretendowali zarówno do korony czeskiej, jak i węgierskiej, i oczywiście nosili koronę polską. Pod koniec wieku XV zrealizowali swój zamiar i niemal wszystkie niegermańskie stolice Europy Środkowej i Wschodniej znalazły się pod ich panowaniem. Centrum akcji zjednoczeniowej znajdowało się w Krakowie, stolicy Polski. Jagiellonowie, choć przyjęli polskie obyczaje i język, byli Litwinami, stopniowo się polonizując.
Brak granic na Wschodzie doprowadził do tego, że narody wschodniej Europy zjednoczyły się pod panowaniem Jagiellonów, a kres tej działalności wyznaczały idące z Azji hordy Mongołów i Turków. Na Zachodzie granicę zjednoczenia stanowili Germanie, którzy rozpoczęli nową ekspansję pod panowaniem Habsburgów.
Przez ostatnie dziesięciolecia – szczególnie w czasach PRL – Polacy uczeni byli o wartości sojuszu polsko-litewskiego jako porozumienia antykrzyżackiego. Nie można oczywiście nie doceniać taktycznego znaczenia takiego porozumienia, ale państwo krzyżackie było jedynie emanacją naporu germańskiego w tej części Europy i po półtora wieku sukcesów zostało po prostu zmiecione przez armie polsko-litewskie. Wielka polityka odbywała się jednak na wschodzie i południu Rzeczypospolitej. Tam, gdzie naturalne granice nie ograniczały rozwoju.
Powyższy tekst to fragment książki Tomasza Sakiewicza „Testament I Rzeczypospolitej. Kulisy śmierci Lecha Kaczyńskiego”, która ukaże się już wkrótce nakładem Wydawnictwa M. Śródtytuły pochodzą od redakcji.