Ratowanie premiera
Afera taśmowa bywa porównywana do afery Rywina. I rzeczywiście – podobnie jak w 2003 r. – opinia publiczna dostała wgląd w mechanizm działania władzy.
Obaj też premierzy – Donald Tusk i Leszek Miller – tak łatwo nie składają broni. Jest jednak poważna różnica, która świadczy o tym, że Tusk wyciągnął wnioski z wypadku Millera. Obecny premier zadbał bowiem o to, by nie naruszyć interesów żadnego z medialnych gigantów. To dzięki temu może teraz swobodnie lansować własną narrację. Dzięki temu może podjąć próbę przekucia porażki w sukces, a więc przedstawić się jako zaatakowanego przez obce mocarstwo, jako dzielnego obrońcę państwa polskiego. Jeśli z pomocą przychylnych mu mediów uda się mu tę narrację utrwalić w społeczeństwie, będzie silniejszy niż kiedykolwiek. Jak na razie udaje się mu wyhamować proces upadku. To, że Tusk wciąż ma jakąś szansę, dobrze wyczuło Polskie Stronnictwo Ludowe. Partia ta jeszcze szeregów koalicji nie opuściła. Tymczasem kres Tuska nastąpi dopiero wtedy, gdy Piechociński trzaśnie drzwiami. Jego ugrupowanie słynie bowiem z tego, że wie, kiedy opuścić scenę.