Nasze zadanie wobec Ukrainy
Na samym początku dominującą w Europie narracją o Ukrainie była quasi-bajkowa opowieść o złym tyranie Janukowyczu, uwięzionej księżniczce Tymoszenko i dobrym rycerzu – Witaliju Kliczce.
To oczywiście wizja do cna fałszywa. Równie fałszywa, jak jej serwowana przez Kreml, ale i niektóre polskie środowiska (związany choćby z Ruchem Narodowym serwis Kresy.pl), antyteza o hordach wysuszonych od wódki i nienawiści orków – banderowców. Tych spadkobierców Hitlera i Szuchewycza, którzy pod czarno-czerwonymi flagami podpalają spokojny kraj, urządzają pogromy od Zakarpacia do Donbasu, kontynuując tym samym zbrodnicze dzieło dziadów. Podobnych historyjek jest jeszcze co najmniej kilka. Każda jest nieprawdziwa, każda użyteczna dla kogoś innego. Dla Polski oczywiście żadna.
Przyjdzie czas na pretensje
Jako Polacy słusznie możemy mieć pretensje, że UPA i Stepan Bandera są na Ukrainie bezrefleksyjnie traktowani jak bohaterowie. Że co roku odbywają się tam marsze ku czci weteranów SS Galizien, a niektórzy nacjonaliści wprost negują historyczną prawdę o wołyńskim ludobójstwie. Nauczony doświadczeniem w rozmowach z samymi Ukraińcami, wciąż jednak powtarzam, że trudno wymagać dyskusji na ten temat od kogoś, kto boryka się z inwazją obcego, wrogiego mocarstwa. Od kogoś, kto żyje w kraju o nieustabilizowanej demokracji, niskim poziomie podmiotowości obywateli, kraju bez wspólnoty tożsamościowej, z nijaką edukacją i takąż polityką historyczną.
W naszym wspólnym interesie jest więc doprowadzić do tego, by w Ukrainie pojawiła się możliwie jak najszybciej stabilna władza, a z nią demokracja. Wtedy będziemy mieli szanse i okazję porozmawiać z Ukraińcami. Nie dajmy się nabrać na rosyjską narrację, wedle której nad Dnieprem panuje nazistowska junta z Prawym Sektorem na czele. W kwietniu 2014 r. rosyjskie środki masowego przekazu poświęciły tym nacjonalistom aż 18 895 minut. Dłużej obecna była w mediach tylko putinowska Jedna Rosja (19 050 min). Mam wrażenie, że część naszych mediów zachowuje się podobnie: od wszystkich TVN-ów (powtarzających informacje o mieszkańcach Słowiańska oczekujących najazdu ukraińskiej armii), przez Kresy.pl (straszące hordami Prawego Sektora) czy też Janusza Korwin-Mikkego, suflującego wersję Putina.
A przypomnę tylko, że osławiony Prawy Sektor cieszy się poparciem ok. 2–3 proc. społeczeństwa. Zapomniana przez propagandę Swoboda niewiele większym. Jeśli zagraża nam jakikolwiek kraj, w którym panuje kult jednostki, jednopartyjny system władzy, militaryzm, gdzie królują służby specjalne i ksenofobia, gdzie media niezależne są kneblowane, a propagandowa machina rozdęta do absurdu, to zapewniam, nie jest to Ukraina.
Pomagierzy Kremla
Niestety widzimy próby załatwiania przez różnych graczy politycznych swoich doraźnych interesów na ukraińskich plecach. Przykładem jest to, co robi węgierski premier Viktor Orbán, nawołując do powstania na terenie ukraińskiego Zakarpacia autonomii dla mniejszości węgierskiej. Viktor Orbán nie musi tego robić. Na pewno nie musi robić tego teraz, gdy każda taka wypowiedź osłabia tymczasową administrację Ukrainy, stając się wodą na młyn Kremla. Czy o to chodzi Orbánowi, coraz ściślej związanemu z Putinem kontraktami energetycznymi? (Również
i my mamy swoje zadania wobec pomocy polskiej mniejszości w Ukrainie. Oczywistym jest jednak, że podobnie jak kwestia ludobójstwa na Wołyniu, nie ma obecnie w Kijowie partnerów do rozmów na ten temat).
Przypomnijmy też przypadek Aleksandra Kwaśniewskiego, jak się okazuje, członka rady nadzorczej spółki należącej do zaufanych ludzi obalonego Wiktora Janukowycza. Były prezydent Polski występujący w roli słupa uwiarygodniającego podejrzanych ukraińskich oligarchów. I to w momencie, gdy na kijowskim majdanie pacyfikowano studentów i dziennikarzy. Orędownik pojednania z ustami pełnymi frazesów o wolności i demokracji i rękami wyciągniętymi po brudne pieniądze. – Nie, nie pokażę swojego oświadczenia majątkowego. Można by mówić w Polsce o sprawach majątkowych dużo bardziej otwarcie, gdybyśmy nie byli krajem zawistników – mówi z rozbrajającą szczerością, by za chwilę dodać: „Jestem towarem eksportowym”.
Zadania obozu niepodległościowego
Skala dezinformacji dotyczącej wojny ukraińsko-rosyjskiej jest niespotykana od zimnej wojny. Medialny terror i pranie mózgów, jakiemu poddawani są obserwatorzy teatru wydarzeń na Wschodzie, sprawiają, że część osób świadomie rezygnuje z angażowania się nie tylko w dyskusję, ale nawet w bierną obserwację.
Musimy jednak robić swoje. Kim są reprezentanci środowisk, które z największą troską przyglądają się wydarzeniom za naszą wschodnią granicą? To ludzie doświadczeni nauką pierwszej Solidarności, Niezależnego Zrzeszenia Studentów, Federacji Młodzieży Walczącej czy Ligi Republikańskiej, oni najbardziej angażują się dziś w pomoc szukającym drogi do wolności Ukraińcom. Nie bez przyczyny.
Bo my, Polacy, poznaliśmy już to, co teraz przeżywa Ukraina. Jeśli nie z własnych doświadczeń, to z doświadczeń rodziców i starszych kolegów. Wiemy, jaki los spotkał tysiące naszych rodaków zaangażowanych w walkę o niepodległość, gdy po 1989 r. zostali obywatelami drugiej i trzeciej kategorii. Dlatego jako szeroko pojęty „obóz niepodległościowy” czujemy się w obowiązku przekazywania tych doświadczeń na Wschód. Droga, jaką przeszliśmy w latach 80. i w pierwszych latach po transformacji ustrojowej, każe nam tłumaczyć Ukraińcom, że należy poważnie podchodzić do uczestnictwa obywateli w procesie przemiany ustrojowej. Wiemy, co się dzieje, jeśli tego uczestnictwa zabraknie. Doświadczeni Magdalenką, Okrągłym Stołem, „grubą kreską” i dziką grabieżą narodowego majątku, która nie miała za wiele wspólnego z wolnym rynkiem, jesteśmy – w przeciwieństwie do stawiających opór systemowi Ukraińców – wyczuleni na zagrożenia. Wyczuleni na nawoływania o spokój, o zostawienie polityki politykom czy wreszcie groźby, szantaże moralne, wezwania do rozejścia się do domów czy powrotu do pracy. Wspieraliśmy gnębionych przez Brukselę Węgrów, wcześniej Serbów, gdy odbierano im Kosowo. Jeszcze wcześniej Gruzję, gdy deptano jej niepodległość. Często działaliśmy w poprzek geopolitycznych interesów i podziałów. Dziś nasze umiłowanie wolności każe nam pomóc Ukraińcom. Róbmy to nadal.