Czas nawróceń
Można powiedzieć, że agresja Rosji na Ukrainę wywołała w Polsce falę cudownych nawróceń. Szczególnie w sferach władzy.
Zmiana tonu jest powszechna, emocje patriotyczne rozkołysane! Aż nie wypada się pytać, czy to strach tak wielki, czy raczej nadzieja, że na sytuacji można zbić kapitał, odwrócić tendencje sondażowe i odzyskać serca Polaków?
Cóż, mimo radości z każdego nawróconego grzesznika mam nadzieję, że pamięć narodu nie okaże się tak słaba, że wszystkie słowa i czyny zostaną zapomniane.
Przy ogólnej satysfakcji nie należy tracić z oczu innej równie ważnej sprawy – owa zmiana tonu odbywa się przy udziale wyłącznie tych samych ludzi. Wajcha została przełożona, ale wajchowi zostali. Podobnie z ich gośćmi. Próżno by liczyć na otwarcie mainstreamowych studiów przed przedstawicielami innych opcji. Poza nielicznymi politykami opozycji wypowiadają się wyłącznie tradycyjni gadacze. Jest nawet gorzej – do roli komentatorów oraz ekspertów od spraw Rosji, Ukrainy i demokracji wybierane są sieroty po WSI, ludzie skompromitowani współpracą ze służbami PRL lub tacy, których dotychczasowa działalność rodziła uzasadnione podejrzenia o agenturę wpływu.
Rozumiem strach szefów mediów podobny do tego, który w chwili zamachu Janajewa kazał Wałęsie wzywać na pomoc Jaruzelskiego z Kiszczakiem. Ale skąd bierze się u tych „ekspertów” takie parcie na szkło w nowych rolach?
Co się stało, że wczorajsi rusofile czy ambasadorowie, o których nigdy nie było wiadomo, czy reprezentują Polskę w Moskwie, czy Moskwę w Warszawie, dziś jawią się jako chorążowie patriotycznej odnowy?
Odezwał się instynkt samozachowawczy, a może przyszło polecenie z centrali, by stanąć na czele nowej polityki i przejąć inicjatywę? Wolę nie pytać, gdzie znajduje się ta centrala.