Odmówiła nawet krzyża
Co miesiąc przychodzę wraz z tysiącami ludzi przed Pałac Prezydencki w miejsce, gdzie po smoleńskiej tragedii postawiono Krzyż Pamięci. Od trzech lat tego krzyża tam nie ma.
Lechowi Kaczyńskiemu krzyż należał się tam podwójnie – był prezydentem Polski, a wcześniej prezydentem Warszawy. Można było różnić się w poglądach z Lechem Kaczyńskim, można było go nawet politycznie zwalczać. Nie da się jednak przekreślić jego długiego, pełnego pracy życia dla Polski. To życie zostało zakończone tragiczną śmiercią, która stała się elementem polskiej świadomości narodowej. Nie zmieniło to faktu, że władze Warszawy odmówiły mu krzyża w miejscu, które wybrali sobie zwolennicy i rodzina prezydenta. Czy Republikanie w Stanach Zjednoczonych odmawiają prawa do czczenia tragicznie zmarłego prezydenta Kennedy’ego? Zniszczyliby tym swój wizerunek. Krzyż nie przeszkadza ateistom, żydom i muzułmanom w miejscu, gdzie runęło World Trade Center. Przeszkadza jednak Hannie Gronkiewicz-Waltz na Krakowskim Przedmieściu. Są tysiące powodów, by ją odwołać. Ten jeden powoduje, że wyrzucenie jej jest dla mnie sprawą honorową.