Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Marcin Wolski,
26.09.2013 20:36

Dawnych filmów czar

Telewizja przypomniała niedawno znany film sensacyjny z roku 1997 „Air Force One”. Oglądanie go w roku 2013 jest czynnością nader pouczającą.

Telewizja przypomniała niedawno znany film sensacyjny z roku 1997 „Air Force One”. Oglądanie go w roku 2013 jest czynnością nader pouczającą. Trudno o lepszy obraz dystansu przebytego przez świat, a zwłaszcza Stany Zjednoczone, w ciągu 16 lat. Dystansu mniej więcej takiego jak między Harrisonem Fordem i Eddiem Murphy.

W filmie samolot prezydencki zostaje porwany w drodze powrotnej z Moskwy przez grupę rosyjskich nacjonalistów, żądających uwolnienia z więzienia swojego przywódcy, generała Radka, który chce odbudować Związek Radziecki.

Amerykański prezydent Marshall (nieprzypadkowo nazwisko znaczy „szeryf”) nie tylko podejmuje samotną walkę z napastnikami na pokładzie samolotu, ale też pozostając wierny dewizie, że „rząd USA nie negocjuje z terrorystami”, zmusza do działania apatycznego i uzależnionego od siebie prezydenta Rosji.

Dziś taki obraz byłby do zrealizowania wyłącznie w konwencji komediowej. Zapewne samolot prezydencki zyskał sporo nowych gadżetów zwiększających jego bezpieczeństwo, a i przedostanie się na pokład napastników byłoby trudniejsze. Jednak trudno mi sobie wyobrazić czarnoskórego prezydenta walczącego wręcz w trzewiach samolotu czy wiceprezydenta nieuginającego się przed terrorystami, wreszcie potulnie działającego szefa Rosji na polecenie przyjaciela z Białego Domu.

Tym bardziej że w Rosji rządzi dziś kolega generała Radka z KGB, który władzę uzyskał wprawdzie nie w drodze przewrotu, lecz za pomocą kartki wyborczej, ale energicznie odbudowuje utracone imperium. Na telefony z Waszyngtonu odpowiedziałby kategorycznie, że nie ma nic wspólnego z porywaczami, a prezydent najprawdopodobniej porwał się sam, żeby poprawić sondaże wyborcze jego partii.

W dodatku przed twórcami takiego filmu pojawiłaby się spora trudność w wymyśleniu, kto właściwie porwał „Air Foirce One”? Z Chinami i Rosją lepiej nie zadzierać, fanatycy islamscy byliby w tej roli niepoprawni politycznie, najprawdopodobniej skończyłoby się na Koreańczykach Północnych albo prawicowych faszystach amerykańskich wspieranych przez wiceprezydenta (katolika!).

Czemu nie iść dalej? W optymalnym scenariuszu porywaczami okazaliby się Polacy, z brodatym talibem Antonim na czele, stawiający jeden tylko warunek: przeprowadzenie przez Amerykanów śledztwa w sprawie katastrofy lotniczej sprzed paru lat. Problem naturalnie uległby rozwiązaniu dzięki osobistym negocjacjom prezydenta USA z prezydentem Rosji (granym ze względu na podobieństwo przez Daniela Craiga).

Wszystko zakończyłoby się szczęśliwie, bez przelewu krwi, w zamian za objęcie przez Rosję protektoratu nad nieprzewidywalną Priwislinią.

Co gorsza, niewykluczone, że taki film już się kręci.

 

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

NAJNOWSZE