Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Mateusz Matyszkowicz,
24.06.2013 07:39

Niemiecka miłość do dziecka

Są takie różnice, które sprawiają, że Polacy od Niemców różnią się niemal jak przedstawiciele różnych kontynentów. Niemiecki Jugendamt wydaje się instytucją wszechwładną. To on decyduje, czy rodzice właściwie wychowują dzieci. W Polsce – przynajmniej

Są takie różnice, które sprawiają, że Polacy od Niemców różnią się niemal jak przedstawiciele różnych kontynentów. Niemiecki Jugendamt wydaje się instytucją wszechwładną. To on decyduje, czy rodzice właściwie wychowują dzieci. W Polsce – przynajmniej teoretycznie – to konstytucja potwierdza prawo rodziców do wychowania dzieci w zgodzie z własnym sumieniem. Polacy dotychczas przypominali tu bardziej Anglosasów, stąd też zapewne sukces edukacji domowej, niespotykany w innych krajach kontynentu. A już na pewno nie w Niemczech, gdzie dziecko wychowuje bardziej państwo niż rodzina. Gdzie edukacja domowa jest zabroniona, bo każdy malec musi wpaść w ręce systemu. W ogóle obowiązek szkolny jako pierwsze wprowadziły Niemcy. W Niemczech dziecko należy do państwa, w Polsce za jego rozwój i wychowanie odpowiadają przede wszystkim rodzice. Ciekawe, co by jednak się stało, gdyby polskie organa opieki społecznej zaczęły odbierać dzieci przedstawicielom niemieckiej mniejszości. Gdyby zabraniały kontaktu z niemieckim rodzicem. Czy niemiecka miłość do państwa dotyczyłaby także państwa polskiego?

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane