Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Mateusz Matyszkowicz,
05.04.2013 08:34

Rak z jasnego nieba

Klasycy powiadają, że jednym z głównych celów polityki jest zachowanie życia. Jakoś obecna władza nie przykłada się do tego najlepiej. Stać cię, to lecz się. Nie stać cię, to zdychaj – tak to wygląda naprawdę.

Klasycy powiadają, że jednym z głównych celów polityki jest zachowanie życia. Jakoś obecna władza nie przykłada się do tego najlepiej. Stać cię, to lecz się. Nie stać cię, to zdychaj – tak to wygląda naprawdę.

„Gazeta Polska Codziennie” sprawdziła ostatnio, jak wygląda opieka onkologiczna w szpitalu MSW na Wołoskiej w Warszawie. Na ten sam zabieg chorzy czekają albo pół roku, albo tydzień. To zależy do tego, czy stać ich na opłacenie własnego leczenia. Fikcja polskiego systemu ubezpieczeń zdrowotnych sprawia, że już na samym początku dokonuje się selekcja chorych – nie na tych bardziej i mniej wymagających opieki, ale tych zamożnych i ubogich. Dawniej cenzus majątkowy sprawiał, że ktoś mógł brać udział w życiu obywatelskim. Dziś ta selekcja poszła głębiej. Dzieli ludzi na tych, którzy mają prawo do życia i tych, którym tego prawa się odmawia.

Nowotwór metafizyczny

To był szpital w jednym z miast powiatowych. Telefon, że mam szybko przyjechać, bo mają informacje o mojej żonie. Więc idę do dyżurki lekarskiej i rozmawiam z panią doktor. Jak przystało na panią, pani doktor jadła bułkę. Dobrze pamiętam, że z masłem i szynką. Zapamiętałem każdy szczegół, bo w chwilach szczególnych zapamiętujemy największe bzdury. Jadła więc tę bułkę jedną ręką, drugą trzymała w kieszeni, a między kęsami ogłaszała mi wyrok. „Pańska żona nie pożyje nawet roku”, usłyszałem. Tragedia, proszę pana.

Wyrok nie okazał się tak straszny, nowotwór wyleczalny, ale wprowadził nas w świat, którego wcześniej nie znałem. Realny i metafizyczny zarazem. Odbyliśmy potem inicjację w wielkim stołecznym centrum onkologicznym, gdy nadano już żonie numerek. Ten numerek był najważniejszy, znacznie ważniejszy od dowodu osobistego i aktu chrztu. W czasie tej drogi poznaliśmy cudownych i oddanych onkologów, którzy działali jakby wbrew wszystkiemu. Bo oprócz wspaniałych lekarzy były też długie poczekalnie, a w tych poczekalniach za każdym razem powtarzały się pewne twarze, a inne znikały. W większości wypadków te twarze nie musiałyby znikać, gdyby kiedyś jakiś konował na czas się zorientował, że to nie ból pleców, ale rak. Albo gdyby nie kazali czekać miesiącami na proste badanie.

Wykonujemy tylko rozkazy – zdają się mówić lekarze w tych wszystkich szpitalach powiatowych i stołecznych. Bo NFZ nie daje dosyć pieniędzy. Robimy więc, co możemy i przyjmujemy prywatnie. Tak mówią. Stać cię, to lecz się. Nie stać cię, to zdychaj – tak to wygląda naprawdę. Weszliśmy tym samym na wyższy poziom rozwoju naszego gatunku, w którym rynek selekcjonuje nie tylko dobrych i złych pracowników, ale także tych, którzy będą żyli nadal i tych, którzy umrą po kilku miesiącach.

Zdrowie jest najważniejsze?

Polacy mają zwyczaj życzyć sobie zdrowia przy każdej okazji. Gdy ktoś kichnie, gdy ma urodziny i gdy wychodzi z przyjęcia. Nie jest to bardzo dziwne, bo zdrowia życzy sobie wiele narodów. Naszą narodową specyfiką jest jednak dodawanie do tych życzeń dopowiedzenia: „bo to najważniejsze”. Buntować się przeciwko temu powinni filozofowie i teologowie, bo są przecież sprawy ważniejsze od zdrowia, ale jakoś nie mogą i nie przejdzie im to przez usta, sami bowiem sobie tego zdrowia życzą.

Są narody, które życzą sobie satysfakcji. „Enjoy” – baw się dobrze, winszują sobie Anglosasi. „Czy już dzisiaj jadłeś?” – tak kiedyś z kolei witali się Chińczycy. Każdy bowiem życzy sobie niekoniecznie tego, co najważniejsze, ale tego, czego mu najbardziej brakuje. Już z tej prostej językowej obserwacji można bardzo łatwo wyciągnąć wniosek, że dobrem najbardziej deficytowym w Polsce jest zdrowie.

Nowotwory w Polsce są diagnozowane znacznie później niż w innych krajach. Od tempa diagnozy zaś zależą rokowania. Poziom rozwoju techniki sprawił, że nowotwory od dawna przestały być na świecie przekleństwem, a w każdym razie zdiagnozowanie nowotworu nie oznacza wyroku śmierci, bo zdecydowana większość przypadków jest wyleczalna. W Polsce zaś rak to wyrok, straszliwa choroba, przed którą nie ma ucieczki. Najczęściej dlatego, że nie jest diagnozowana na czas albo rozpoznawana w nieprawidłowy sposób. Stąd stosunek Polaków do choroby jest metafizyczny. Jak dawniej uderzenie grzmotu w chałupę, tak dziś choroby nowotworowe to wyrok okrutnego losu czy wręcz kara boska.

Niezdrowa polityka

I choćby metafizycznie rzeczywiście coś w tym było, nie będziemy przecież rozwijali w tym tekście kwestii filozoficznych i teologicznych, istotne jest dla nas coś zupełnie innego. Ludzie poradzili sobie z grzmotami za pomocą techniki. Gdyby dziś masowo płonęły domy, mówilibyśmy o niewydolności polskiego systemu ochrony przeciwpożarowej. Tak samo w wypadku chorób. Nie można Boga ani metafizycznego losu obciążać winą za to, że karetka nie przyjeżdża na czas, a jeśli przyjedzie, to z konowałem zamiast lekarza. Albo – co zdarza się najczęściej – że chory miesiącami czeka na wizytę, od której zależy jego życie.

Jest tylko jedno niepokojące pytanie. Skoro zdrowie jest najważniejsze, skoro tego Polakom najbardziej brakuje, to dlaczego polityka zdrowotna jest tak marginalnym tematem w debacie publicznej? Można odnieść wrażenie, że im gorzej, tym mniej się o niej mówi. Gdyby rzeczywiście zdrowie zajmowało należne mu miejsce, to od rozwiązań w tej dziedzinie zależałyby wyniki wyborów. Partie, które psuły system opieki zdrowotnej przegrywałyby wybory, albo i zupełnie znikały ze sceny politycznej. Te z cudownymi pomysłami wygrywałyby zaś w cuglach.

Polityka zdrowotna wydaje się jednak w Polsce jakimś abstraktem, czymś niezwykle oddalonym od życia. A przecież to jeden z tych przejawów działania państwa, który jest nam najbliższy. Spotykamy się z nim na co dzień. To my siedzimy w poczekalniach, to nas operują, to nasi najbliżsi umierają. Moje doświadczenie, które opisałem w tekście, jest także doświadczeniem milionów osób w Polsce. Jeżeli jest taka bliska, to dlaczego tak mało o niej mówimy? Dlaczego nie walniemy pięścią w stół? Czyżby fałsz, który wniknął w nasze myślenie o polityce sprawia, że poddajemy się fikcji tak oczywistej jak system ochrony zdrowia?

Dla polityków od związków partnerskich ważniejsze byłoby zdrowie. Ale póki co polityka jest sportem dla bogatych, podobnie jak zdrowie. Celebryci uwielbiają pokazać się na orkiestrze Owsiaka, powpinać sobie różowe wstążeczki w klapy i z emfazą wzruszać się losem dzieci. Taką głupotą, jak dostępność opieki medycznej dla każdego, już się nie zainteresują. Nie są przecież każdym.

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane